Wotum nieufności

W polityce jest tak, że jak chce się zostać tylko posłem to nie ma lepszej roli w parlamencie jak przynależeć do partii mniejszościowej. Trochę posiedzi się w ławie, a pod koniec kadencji zrobi się jakiś mały ruch żeby nie myślano, że nic się nie robi.
Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył wniosek o wotum nieufności wobec ministra finansów Jacka Rostowskiego. Szansy na powodzenie nie było. Nawet gdyby wsparcia udzielili koledzy z partii co ja tu robię chodźmy na Przedmieście Krakowskie. Ich szef spraw ekonomii unika jak diabeł ognia i trzyma się od nich z daleka. Nie inaczej było i teraz. Jak powiedział dziennikarzom:

Siedziałbym tam i wysłuchiwał przemówień, których treść jestem w stanie przewidzieć. Mówiąc krótko, traciłbym czas. A nie za to biorę pensję.[1]

Polska jest państwem demokratycznym. Szanować należy wybór większości. Kończy się kadencja rządów Platformy Obywatelskiej, która za pomocą kija i marchewki weszła w koalicję z Polskim Stronnictwem Ludowym. Ten układ nie zapewnia wywiązania się z obietnic wyborczych. Dochodzi więc do tego, że jedni, ci w większości coś robią, a mniejszość ma za zadanie kręcić nosem, okazywać przed kamerami niezadowolenie, choć wiadomo, że koalicjanci i tak będą działać dalej po swojemu.
Minister finansów Jacek Rostowski to najbardziej bezczelny z polityków. Nie liczy się ze społeczeństwem. Również tymi, którzy głosowali na rzecz takiego układu sił w parlamencie. Nie raz trzeba uparcie postawić na swoim. Nie można jednak nie liczyć się z nikim i niczym. Twierdzenie wprost, że pieniądze podatników zabierane z ich wynagrodzenia na składkę emerytalną nie są oszczędnościami brzmi jak słowa wypowiedziane przez dyktatora.
Zamiast faktów, przykłady z przeszłości, ukrywanie błędów i chełbienie się, że niby nie dopadł nas w 2009 roku światowy kryzys gospodarczy zamiast rzetelnych faktów. Również w trakcie debaty przed głosowaniem o wotum nieufności.
Kiedy Platforma Obywatelska przejęła rządy po Prawie i Sprawiedliwości wielu odetchnęło z ulgą. Nikt nie zauważył jakie zło zrodziło się wtedy. Szabrownictwo popchnęło rząd Donalda Tuska w niełaskę. Dobry wybór okazał się złym czynem wyborców. Nowe wybory wkrótce. Jednak obecny stan rzeczy nie da się tak łatwo naprawić. Szkody jakie wyrządzono odczuwać będziemy bardzo długo. Być może czy nawet wtedy gdy uda się nam przejść na emeryturę. Wszystko to za sprawą zła jakie wyrządza jeden człowiek, który czuje się bezkarny. Wątłe są szanse aby przyszłość wróciła do oceny postępowania pana Rostowskiego. Niestety prawo posiada dziurę, przez którą uchodzi na sucho każde zło wyrządzone polskiemu społeczeństwu przez polityków, ministrów i poszczególne rządy.
___
[1]- Jarosław Kaczyński o nieobecności na debacie poprzedzającej głosowanie nad wotum nieufności dla Jacka Rostowskiego, za TVN24.pl