North


Na Polach Bitew (2006, Pagan)
North zapisał się w kartach polskiej sceny metalowej. Dla jednych małymi, dla innych dużymi literami. Powiedzmy, że o tym pamiętać trzeba i wypada. Jeśli już chodzi o samą twórczość nie nakaże tu nikomu chylić czoła, szczególnie, że sam jestem daleki od zachwytu.
Lubię połączenie rycerskości z ekstremalną muzyką. Nie koniecznie potrzebne są mi do tego polskie teksty, ważniejsza jest raczej sama muzyka. Odpowiada mi filmowa formuła takiego przekazu niż wysłuchiwanie manifestów, że walka trwa. Kto i z kim o tym właśnie w tekstach, o ile sięgnięcie po Na Polach Bitew. Ciężko zachęcać kogoś do czegoś kiedy samemu nie ma się przekonania. Nieustająca nawałnica, od czasu do czasu pojawiająca się solówka, skrzeczący wokal bluźniący z hołdem barbarzyńskim wojownikom. Nie, wybaczcie, staram się od jakiegoś czasu, ale im dłużej, tym nie smak coraz większy, a tym samy wielkość liter na kartach historii grupy North maleje.
Wiem, że nikt tu nie szuka popularności za wszelką cenę. Przy zdrowych rozsądkach nawet nie powinna przejść przez głowę taka myśl tworząc jednocześnie taką muzykę. Na Polach Bitew to walka, nieustająca, prymitywnymi metodami, bezlitosna. Wojna ze słuchaczem, którego zamiar jest nie oszczędzać. Albo wytrwacie albo skapitulujecie za pomocą przycisku stop.
___
Tekst z 2007