Eureka

Ferie zimowe, luty 1989 roku. Naród zbierał się przed ekranami telewizorów. O to na naszych oczach kształtowała się przyszłość Polski, przez niektórych nazywana jej podziałem. Mając wówczas paręnaście lat nie wiele było we mnie przejęcia z tego powodu. Zapału do jedzenia również.
Rzecz miała miejsce w Tymbarku, małej, urokliwej mieścinie w obecnym powiecie limanowskim, województwo małopolskie. Dokładnie na Podłopieniu. By zakosztować kuchni jednej czy drugiej cioci zostaje zabrany przez jednego z wujów na wycieczkę.
Przypomniałem sobie o tym wszystkim wygrzewając się w wannie, w trakcie lektury n.p.m. (nr 2 (107), luty 2010). Zaledwie wspomniano o górze Łopień (951 m n.p.m.), a ja dostałem olśnienia! To była moja pierwsza zimowa wyprawa! Pierwszy zdobyty zimą szczyt!
Z pomocą map może miałbym szanse spisać wszystkie szlaki, który przeszedłem, szczyty po drodze zdobyte, schroniska odwiedzone. Może kiedyś, bo jak na razie patrzę w przód i tak się zastanawiam dlaczego ciągnie mnie do tych największych, najtrudniejszych szlaków i szczytów Tatr? We wspomnianym lutowym n.p.m. przeczytać można choćby o wyprawie na Wołowiec, w zachodniej części Tatr. Trudno będzie zrezygnować, nawet jeśli pozostaną tylko marzeniami, z planów tych ambitniejszych. Nie zaprzeczę jednak by te mniejsze granie i wierzchołki miały w sobie mniej uroku krajobrazowego, czy niosły ze sobą słabszą dawkę adrenaliny. Być, oddychać, podziwiać. Też fajnie.