Mentalnie zazdroszcząc sukcesu

Zazdrość ludzka dla osiągnięć jakie dokonuje człowiek wydawać się może domeną Polaków. W niedzielnym, porannym programie, w TVN24, potwierdzono ów fakt. Znów teatralne wybryki Nergala (Behemoth) podczas koncertu w Gdyni w 2007 roku stały się pretekstem do wypłynięcia, jak przysłowiowe gówno w wodzie, dla paru politycznych inkwizytorów.
Zrobili to na tyle przemyślanie, że w przeciwieństwie do Rysia (nie mylić z bohaterem telenoweli, choć podobieństwo całkiem bliskie) uczynili to w chwili kiedy to Adam Darski (ten sam, którego zwą Nergalem) wraz ze swoim zespołem (choć czy to sprawa zespołu, czy też życia prywatnego tegoż to sprawa wciąż dyskusyjna) nie schodzi z łam wszelkich kanałów medialnych. Poszły w ruch wszelkiego maści serwisy informacyjne, a o całym aspekcie prawno paragrafowym obraz uczuć religijnych swoje zdanie wtrącił tygodnik Newsweek. Ile w tym obrazy, a ile wdrapywania się na szczyt sam diabeł wiedzieć raczy.
Dużo się słyszy, czy też czyta, o mentalności ludzkiej narodów w różnych stronach świata. Podobno pokolenia nasze noszą znamiona reżimu jaki zadomowił się na pół wieku w tej części globu zaraz po II wojnie światowej. Uczymy się, czy jak kto woli leczymy. Dowodem choćby dzisiejsze refleksje z prowadzonej obserwacji klientów szwedzkiej sieci handlowej Ikea®.
Możesz u nich dotknąć, otworzyć, powąchać, usiąść, położyć , podnieść, obrócić itp. itd. Jednym słowem możesz niemal wszystko. Wszystko co przystoi cywilizowanemu człowiekowi. Nikt nie stoi z podejrzliwym spojrzeniem. Więcej, masz ochotę na kawę? Zrób sobie przerwę, weź filiżankę nalej sobie czarnej, białej, z cukrem czy bez. Z ekspresu ciśnieniowego, z pianką, trudno sobie odmówić. Masz ochotę na jeszcze jedną? Proszę bardzo, nikt ci nie broni. Dowód na to, że objęty zostałem zrozumieniem właściciela sieci i nie zakłada on, że natychmiast rzucisz się na ekspres pijąc jedną za drugą nie myśląc nawet o tym żeby usiąść. Market z klimatem? Jeśli się chce to można. Jeżeli ktoś śmieje się właśnie pod nosem myśląc o tym jak to daje się naiwnie nabrać, cóż, dodam jedynie, że mam świadomość tego iż główną rolę gra pieniądz. Niech wszyscy nas tak nabierają to szybciej wyciągniemy świat z rzekomego kryzysu gospodarczego.
Wracam do cech za wizytówkę narodową uchodzących.
Zupełnie oczywiste wydaje się, że odniesiony przez kogoś sukces ciągnie za sobą pasożytów co i dla własnej skóry zyskać na tym chcą. Docenić? Ciężko człowiekowi cieszyć się z osiągnięć innych. Nie piszę, że to nie możliwe, ale są czarne owce, które muszą wychylić czoło z szeregu. To ich jedyna szansa, gdy sami nic nie dokonują albo tyle, że nikt tego nie zauważy, a wszak potrzeba rozbłyśnięcia jest.
Lutowe wydanie n.p.m., a w nim jako temat numeru 30. rocznica pierwszego zimowego wejścia na Everst. Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy 17 lutego 1979 roku w ekstremalnych zimowych warunkach stanęli na Dachu Świata. Ledwo zeszli, a już podważono ich wyczyn. Przyczepiono się, że korzystali z butli tlenowych. Niespełna półtora roku wcześniej najwyższy szczyt świata, bez dodatkowego tlenu, zdobyli Reinhold Messner oraz Peter Habeler. Właśnie pierwszy z nich rzucił piachem w sukces odniesiony przez polską ekipę. Dziś mąci wodę Ralf Dujmovits (zdobywca korony Himalajów i Karakorum).
Przed obydwoma panami (R. Messner i R. Dujmovits) czapki z głów. Bezdyskusyjnie. Gdy się jednak zagłębić bardziej w temat to można dowiedzieć się, że pierwszy spóźnił się z ekspedycją zimową, planowaną mniej więcej w tym samym czasie co polska. Drugi zaś przez swój pogląd absolutnej nietolerancji do dodatkowego tlenu stwarza swoją własną listę pierwszych zdobywców. Co z tego ma? Nie ujmując osiągnięć chyba tylko politowanie.
Wejść na szczyt, szczególnie te najwyższe himalajskie to nie znaczy być wniesionym, czy też wzlecieć. Rozumiem teorię nazwijmy to dopingu tlenowego, która mówi, że człowiek dotleniający się tak naprawdę znajduje się niżej niż wysokość na której jest (cały czas mowa o górach, gdzie w przypadku Mont Everest zawartość tlenu w powietrzu stanowi jedną trzecią stężenia). Czy w momencie tak niewyobrażalnego wysiłku to się liczy? Widać gdy chodzi o palmę pierwszeństwa odpowiedź jest jedna.
Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy świętują swoje wielkie osiągnięcie. Podkreślają, że nie byłoby tego sukcesu gdyby nie wspólna zespołowa praca całej ekipy, dowodzonej przez Andrzeja Zawadę.
Cieszyć się nam z tego trzeba. Szukając w tym inspiracji, natchnienia i sił do własnej życiowej wędrówki. Podobnie winno być z Adamem Darskim. Pozostawić jego prywatność z (nie)świętym spokoju i czerpać z tego co robi energię. Kto bowiem twierdzi, że czegoś się nie da, wkrótce może zorientować się, że ssie nie swoją krew.
___
Tekst inspirowany częściowo miesięcznikiem n.p.m., nr 2 (107), luty 2010