W górę serca

Ogólno europejsko amerykańska inwazja zimy. Tylko miejsce gdzie mieszkamy to jakiś azyl, bo zamiast białych płatków z nieba leci deszcz. Może to nie miejsce, a my?
Zważywszy na fakt, że na przełomie 2009/2010 też ogłaszano kompletny wysyp białego puchu, a w szczerkowej krainie jedynie pod skocznią narciarską można było coś takiego zobaczyć. Owszem drugiego dnia nowego roku sypnęło, ale media podawały zupełnie inną informacje (Warstwa śniegu od 5 do 50 cm!). W tym momencie można być szczęśliwym z podjętych decyzji co do zakupów odzieży zewnętrznej. Nabycie polaru i kurtki przeciw deszczowej jest o wiele bardziej sprawdzającym się zestawem niż kupno kurtki. Mogę się mylić (rzecz ludzka), w końcu jeszcze przed nami sporo kalendarzowej zimy.
Swoją drogą jeśli faktycznie jest coś na rzeczy to chętnie bym ten stan zmienił. Zgodnie z moim ulubionym ostatnio cytatem …jak jest zima to musi być zimno[1] nie wnoszę sprzeciwu, przeciwnie jestem jak najbardziej za i chciałbym choć parę razy pochylić się do stoku stojąc na dwóch deskach.
I pisze to ten, który jeszcze niespełna rok temu przeklinał całe to białe szaleństwo. Cóż, jedni łykają bakcyla cierpliwie ucząc się sztuki jazdy. Inni wchodzą w to rozpędzeni i podkręceni przez najlepszych. Miałem to drugie. Taka pora, że jak w TV pokażą ośnieżone szczyty to od razu chciałbym tam być. Dziś w TVN Turbo dokument Cud na Mount Everest. To inna forma ekspresji jaką niosą te wzniesione nad poziom morza krajobrazy.
___
[1]- z filmu Miś, scenariusz i reżyseria Stanisław Bareja