Przystanek Woodstock 2003


Szacuje się obecność 400 tysięcy ludzi. Wśród nich nasza ekipa, powiększona o kilka nowych twarzy. Wspólnie, lub w mniejszych grupkach, gościliśmy pod sceną.

Kilkanaście dni po powrocie nachodzi mnie pewna refleksja. Kto z Was drodzy czytelnicy słyszał o amerykańskiej trasie grupy Metallica, na którą to zaprosili Limb Bizkit oraz Linkin Park? 1 sierpnia na scenie w Żarach w podobnym miejscu do twórców St.Anger znalazł się Vader. Co ja bredzę? Ano jako pierwszy widzieliśmy (my – to jest redakcja stefan’a) zespół Kangaroz. Gdy akurat miało się dobry humor zabawa mogła być przednia. Chłopcy wykorzystali swoją szanse w 100% dając żywiołowy koncert, przy którym można było pośpiewać, po tańczyć, poskakać, a wszystko to w duchu nowomodnego obecnie nu metalu w stylu owych wspomnianych supportów Metalliki.

Kolejnym z obejrzanych był Sweet Noise. Parę godzin wcześniej przyglądaliśmy się spotkaniu z najbardziej oddanymi fanami. Sporym szacunkiem darzą swych fanów. Tego im zarzucić nie można. Wiedzą też do czego służy scena, zwłaszcza taka usytułowana przed tak pokaźnym audytorium. Zasłoniętą sceną widziałem już na koncercie Black Sabbath w katowickim Spodku w 1998 roku. Tam wystarczyło wyjście samego wielkiego Ozziego aby dostać ciar na całym ciele, a w Żarach czego ja się spodziewałem? Czegoś nowego. Poza We will rock you, nie wiele tego nowego było. Zestaw utworów prawie kropka w kropkę podobny do tego z ubiegłego roku. Nie czuje rozczarowania, ale tym razem kilka innych zespołów zrobiło zdecydowanie lepsze wrażenie.

Wystąpiły supporty, czas na gwiazdę – Vader. Weszli na scenę. Czekam na jakieś intro, które wprowadzi mnie w odpowiedni nastrój, a tu Peter podchodzi do mikrofonu, zwierza się, że nie wierzy w to co się właśnie dzieje tu i teraz, i zaczynają. Ja już swój idealny koncert Vadera chyba widziałem. Było to na Metalmanii’98. Później był koncert ze Slayerem i niestety ani on ani ten, którego właśnie byłem świadkiem nie przywołał tej magii. Profesjonalnie, ale tak zagrała większość tego roku, więc to nie argument, strzał za strzałem, do przodu, zniszczenie, destrukcja. Dziwna była cisza jaka nastąpiła po tym koncercie. Upragniona? Nie, niespodziewana raczej.

Nigdy nie daruje sobie własnej głupoty, która nie tylko, że pozbawiła mnie obejrzenia koncertów Bakshysh oraz Killing Joke.

Drugiego dnia miałem okazje przysłuchiwać się koncertowi Corruption. Liczyłem na Huntera, że wezmą przywalą w thrashowym stylu, a Acid Drinkers później tylko pozamiata. Ubiegłoroczny występ kojarzył mi się z Metalliką i Megadeth. Tegoroczny koncert podsumowałbym stwierdzeniem, że grupa podąża ścieżką wydeptaną przez Sweet Noise. To całe widowisko. Ja wiem, że trzeba zrobić coś z tymi metrami kwadratowymi sceny, ale żeby zaraz spektakl? Wybrałem opcję zabawy, a nie patrzenia się w scenę i było o wiele lepiej.

Przygasły światła, znajome intro (coś czego brakowało mi przed koncertem Vadera) i cała maszyna rusza z kopyta. Acid Drinkers, z Lipą na gitarze. Warto było oszczędzać siły. Dałem się porwać całkowicie (jeśli kogoś w tym czasie niemiłosiernie wkurzałem – wybacz i chciej zrozumieć). Tego czego nie dał mi Hunter, Acidzi wynagrodzili mi z nawiązką. Koncertowy numer jeden.

Maleo Reggae Rockers bujał cudownie, ale już zaczął zwyciężać żal, że to koniec. Znów jak w ubiegłym roku wysłuchałem ich przy swoim namiocie.

Sen. Pobudka i w drogę. W ciszy, niepewności, jak będzie w tym roku z odjazdem. Jak? Oby w następnym roku było podobnie!
___
Festiwal Przystanek Woodstock 2003, 01 i 02.08.2003, Żary
Tekst archiwalny z 2003