Polityka strachu

Na łódzkie biuro PiS dokonano szaleńczego ataku. Doszło do tragedii w wyniku, której śmierć poniósł człowiek. Wstrząśnięci sytuacja są nie tylko politycy. Prócz jednego. Prezes ugrupowania od czasów wyborów prezydenckich przybrał prawdziwą twarz i nawet tak wstrząsająca wiadomość nie jest go w stanie zmiękczyć. Jakakolwiek ręka podniesiona na partię jest jednoznaczna z zaślepionym zamachem na opozycję przez rządzących. Proste, dziwne, by nie napisać śmieszne. Sposób dostarczania przyczyn dla każdej tragedii jest godny podziwu. Zadziwiająco prostolinijny, wręcz prostacki. Przypomina mi to sytuację kiedy sprawcami jest młodzież, a inteligencja polityczna winnych znajduje wśród artystów, czy też innych idoli młodzieży, a nie w rodzicach. Zbyt delikatne by to było. Artyście zniszczy się najwyższej karierę. Rodzice to potencjalni wyborcy, że nie potrafią wychowywać swoich dzieci nie musi być zaraz przedmiotem publicznej debaty.
Przeraża mnie ten człowiek i nie wątpię w każde słowo rzucone wprost przez jego politycznego rywala. Poseł pan Janusz Palikot ostrzegał przed nim od dawna. Wstyd dziś publicznie przyznać mu rację. Fakty mówią jednak same za siebie.
Kotłuje się ostatnio w mediach od niepomyślnych newsów. Tragedia na szosie, inkwizytorskie zapędy władz polskiego Kościoła wobec niemyślących samodzielnie polityków i teraz morderstwo w Łodzi. Premier Donald Tusk za rozsądkiem. Niestety wobec obślinionego zaślepienia może się to na niewiele zdać. Pytanie tylko – jak długo ludzie dadzą się tak ogłupiać i przejrzą wreszcie na oczy by przekonać się o prawdziwym obliczu prezesa Jarosława.