Mr. Bungle


California (1999, Warner Bros.)
Gdyby Mike Patton chciał byłby większy od takiego Robbie Williamsa. Nie, to nie pijackie majaki, to oczywisty fakt. Fakt winien być poparty dowodem. Proszę bardzo – płyta California. To w zasadzie nie wielka część tego czym zajmuje się Mike po rozwiązaniu nieodżałowanego Faith No More, że wspomnę jedynie o najsłynniejszych projektach takich jak nagrania z Johnem Zornem, Naked City, Fantomas, czy Tomahawk.
Nie łatwo na tej piastowskiej ziemi zdobyć te nagrania. Ktoś jednak dał szanse Californii i chwała i cześć mu za to. Słucha się tej płyty rewelacyjnie. Po mimo żywszych momentów krążek ma raczej charakter refleksyjny, spokojny. Głos Mike daje się tu poznać od strony jakiej znaliśmy go w spokojniejszych momentach na ostatnich produkcjach Faith No More.
Jeśli fanom rocka odważyłem się polecić Escapology wspomnianego na początku Robbiego, tak teraz fanom Williamsa mogę polecić płytę, której twórca ma korzenie w rocku. I to w jego najlepszej odmianie. A co z resztą? No nie, tylko nie mówcie, że trzeba Wam rekomendować twórczość jednej z największych postaci współczesnego rocka.
___
Tekst z 2003