Kierownik siebie

Piąty zdobywca Korony Himalajów i Karakorum, pierwszy zimowy zdobywca Mount Everestu, Lhotse i Kanczendzongi. W ciągu jednej doby wyszedł z bazy na szczyt Broad Peaku i wrócił do niej. Samotnie wszedł na Lhotsa (w gorsecie ortopedycznym), Dhaulagiri, Sziszapangmę, Gaszerbbrum II i Nanga Parbat. [2 str.419]

Czuć indywidualizm prawda? A jednak zawsze podkreśla, że jego pierwszy światowy sukces, wejście zimą z Leszkiem Cichym na najwyższy szczyt świata, to była praca zespołowa, wspólny sukces nie tylko wspinającego się duetu, ale całej ekipy. Wyprawą kierował wówczas Andrzej Zawada.

Gdy Krzysztof Wielicki stał za sterami okrętu, który brnął nieznane, nie tylko trzymał ster, ale można powiedzieć szorował pokład. Górę brała jego siła, determinacja i pragnienie zdobycia celu. Lecz nie za wszelką cenę. Można polemizować, na przykład biorąc pod uwagę okoliczności zdobycia Nanga Parbat.
Górską historię wybitnego wspinacza doskonale opowiada książka Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało. Dla miłośników gór lektura obowiązkowa. Byłem w błędzie sądząc, że bohater wspina się dla sukcesów, niemal bez emocji. Bez miłości nie można tego wszystkiego osiągnąć. Szczęście i chwała idą tu w parze i czynią z himalaistów ludzi wyjątkowych.

Zdanie o Krzysztofie Wielickim wyrobiłem sobie po lekturze innej książki, Mont Everst biznesu miał z górami tyle wspólnego, że próbował przenieść zarządzanie i pracę w zespole z dalekich skalnych krain na powierzchnie biurowców. Może kiedyś, gdy górską ekipą zarządzał Andrzej Zawada można było taki wzorzec przenieść. Dziś, gdy każdy kreuje swój własny wizerunek za pośrednictwem mediów społecznościowych trudno kierowniczy autorytet.

Dziś szef górskiej wyprawy musi raczej umieć bronić się na wypadek tragedii lub porażki całej ekspedycji. Sukces, przysłowiową wisienkę na torcie, zabiera ten komu ten sukces zawdzięczamy. Na miejscu kierownika nie liczyłbym na poklask. Jaki więc interes w kierowaniu ekspedycją zmierzającą po nieznane?
Z książki Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego o Krzysztofie Wielickim dowiemy się, że na swoje poza górskie sukcesy życiowe musiał długo pracować. Pewnie bez wahania powie, że wszystkie jego dzieci są dla niego czymś bezcennym. Nawet te najstarsze, które widział przez kilka tygodni w roku. To zrozumiałe. Góry długo nie oddawały najcenniejszego uczucia, co skazało poważne związki na porażki. Podobnie w biznesie. Nie udało się zdobyć szczytu za pierwszym, a nawet drugim, czy trzecim razem.

Krzysztof Wielicki jest konsekwentny, uparty w dążeniu do celu, pracowity i wytrwały. Te cechy sprawiają, że historia nie zapomni o nim nigdy. Może zaprzeczać, twierdzić, że to wszystko zasługa zespołu, ludzi, których spotkał na swojej drodze. Jednak to on jest tym silnikiem, ukrytym pod maskom z przodu, który ciągnie naprzód i do celu dociera pierwszy.


Książka Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało, Autorzy: Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski, wydawnictwo Agora, Warszawa 2019