Koncert: Guess Why, Psychotropic Transcendental, Hetane – 09.03.2005, Katowice, klub Gugalander


Zakup biletu w przedsprzedaży pozwolił mi na wcześniejsze zlokalizowanie klubu Gugalander. Kiedy w dniu koncertu znalazłem się w środku byłem pod wrażeniem dużej sali o całkiem przyzwoitej sceny. Chyba tylko brak dobrego zaplecza (przede wszystkim brak szatni) nie pozwala uczynić tego miejsca popularniejszym od położonego kilka ulic dalej Mega Clubu. Tyle o miejscu.
Wypadałoby wspomnieć o frekwencji. Tłumów nie było. Trochę plułem sobie w bordę, ze nie zaangażowałem się w promocję tego koncertu. Jestem pewny, ze rozwieszenie plakatów w kilku sąsiadujących z Katowicami miastach mogłoby przyciągnąć o kilka osób więcej. Obiecuje sobie poprawę i mam cichą nadzieję, że zespół uwzględni ślask przy kolejnych wojażach po naszym kraju.
W tym miejscu pierwsze duże brawa dla zespołu no i chyba przede wszystkim managementu. Z pewnością nie pierwszy to przypadek kiedy polskie zespoły bez większego Halo, na własną rękę organizują sobie serię koncertów. Pewnie, przydałaby się temu wszystkiemu lepsza promocja, jej brak nie oznacza jednak złożenia broni.
Nie od dziś wiadomo, że najlepsza promocją muzyki jest jej wykonanie na żywo. Dotyczy to zarówno tych doświadczonych, jak i dopiero co stawiających pierwsze kroki na scenie. Nie wiem ile kroków na deskach scen postawił już zespół Hetane, ale ich dźwięki usłyszeliśmy jako pierwsze tego wieczoru w Gugalander. Hetane od początku skojrzyła mi się nie wiedzieć czemu z Hedone. Przyznaję, nie znałem tego zespołu na tyle dobrze, aby stwierdzić, że muzycznie też było to bliskie, ale zawieszony baner z nazwą zespołu przywoływał ich w pamięci. Trzyosobowe Hetane opiera swą muzykę w przeważającej części na dźwiękach wydobytych z instrumentów klawiszowych. Jako ostrej przyprawy używa ciętych gitarowych riffów. Subtelnego smaku całości nadaje głos wokalistki. Wrażenia? W miarę pozytywne, choć nie wiem czy pojawiający się co jakiś czas dyskomfort jaki odczuwałem w pewnych momentach był zamierzony przez zespół. Zasłużone brawa od publiczności i czas na niewielką kosmetykę sceny.
Zanim napiszę kto wystąpił kolejny tego wieczoru w Gugalander cofnę się na moment w czasie i przypomnę jak to w roku 1998 będąc na koncercie NoMeansNo odkryłem jedno z największych objawień polskiej sceny – zespół Something Like Elvis. Musiałem czekać aż siedem lat na kolejny taki cud! Wyszli na scenę i zagrali tak, że pozostawili mnie w stanie kompletnego osłupienia. Gdzieś przez umysł przelatywały mi myśli polski Neurosis, polski Tool. Czego w tej muzyce nie było! Zwarte, mocne, zakręcone, silne. Kiedy zeszli ze sceny, żegnani wręcz owacyjnie, wśród ludzi nastało poruszenie. Byli tacy jak ja, którzy rozglądając się dookoła siebie wypytywali Co to za zespół?! Na szczęście znalazł się ktoś kto wiedział i powiedział. przed nami wystąpił zespół Psychotropic Transcendental. Nie zlekceważcie i dobrze zapamiętajcie tą nazwę!
Chwila na opanowanie emocji i podpięcie i podłączenie tego co trzeba. Wszystko przy dźwiękach wydobywającej się z głośników muzyki (usłyszeliśmy między innymi Exciter Depeche Mode), które niespodziewanie przerwane zostały muzyką Guess Why. Smakowicie zabrzmiało i tak już zostało do końca.
Repertuar złożony w głównej mierze z utworów promowanej płyty . Nie zabrakło jednak też kompozycji z poprzednich dwóch płyt i przeróbki Down By The Water z repertuaru P.J. Harvey, z której jak to określił Perła nie potrafią przestać grać. Różnorodność, a zarazem melodyjność muzyki tego zespołu sprawia, że jest ona wręcz ukojeniem. Przekonałem się, że nawet utwory z debiutanckiej płyty Coffe Time, choćby Tomorrow zawierają w sobie sporą dawkę przebojowości. Myślę, ze nie bło niezadowolonych tego wieczoru. Trwający godzinę z okładem występ pozostawił duży niedosyt. Doskonałe płyty, świetny koncert, czego chcieć więcej? Chyba tylko tego aby zespół nie schodził z obranej drogi (Road To The Horizon) i realizował swój plan (The Plan Of Escape), a ci którzy szukają dobrej i wartościowej muzyki dotrą do nich prędzej, czy później.
Tego wieczoru pozostał jeszcze szybki marsz na przystanek autobusowy i odjazd ostatnim autobusem w kierunku domu. Kolejny raz ujawnia się zazdrość do Warszawy i ich nocnej komunikacji miejskiej.
___
Tekst z 2005