Impreza Seatle Party: Killjoy – 23.07.2004, Zabrze, CK Wiatrak


To był dziwnie zakręcony dzień. Chyba z pięć razy zmieniały się plany na wieczór. Koniec końców wypalił plan pierwszy. Około godziny 19 stawiłem się pod C.K. Wiatrak. Przy drzwiach plakat reklamujący koncert zespołu Killjoy z dopiską Metal Night. Przed wejściem jednak na płocie widniało coś na kształt flagi i pisało dużymi literami Seatle Party. Co w końcu z tego wszystkiego wyszło przekonałem się kilka godzin później.

Na początek koncert. Z ogłoszeń jasno wynikało, że wystąpić miał wspomniany już Killjoy oraz Different World. Zagrali ci pierwsi. Dlaczego nie doszło koncertu drugiej grupy nie zdołałem dociec. Występ Killjoy był przedsmakiem ich nowego materiału, który ma ukazać się niebawem, a tytuł jego Back To The Past. I tenże utwór usłyszeliśmy na początek. To mój pierwszy raz w Wiatraku więc nie wiek jak na innych imprezach, ale 23 lipca nie czepiałbym się brzmienia. Według mnie było OK. Nie dało się tak po prostu stać. Przy Love Dies Twice poniosło mnie bliżej środka. Utwór pochodzący z dema … A Drug Called Reality. Zdążyłem się przygotować przed wyjściem. Singiel do ściągnięcia ze strony zespołu (www.killjoy.republika.pl). Zaraz potem Mono Samos Gamines, orginał (Tuff Enuff) obił się o uszy więc dodało mi to jeszcze skrzydeł. Zaraz po nim kolejny numer ze wspomnianego demo – Human Ride. Zabawa rozkręcona na dobre. Zespół przeplatał premierowe numery z przeróbkami, z których największą niespodzianką był dla mnie Acciden Of Birth Dickionsona. Oficjalną listę zamknął Seek & Destroy. Potem czas na bisy. Nie mogło być inaczej. Ponownie odegranie Love Dies Twicie i Proud Mary (bardzo acidowsko, ale jak najbardziej na plus). I koniec koncertu. Pot, zmęczenie (choć pewnie gdyby ze sceny popłynęły jakieś dźwięki, wyciągnęłoby się jakieś zapasy), zimne piwo i rozpoczyna się druga część imprezy, nazwana jako Seatle Party.
Rzuciły mi się kiedyś na mieście plakaty z pierwszej edycji takiej imprezy. Widać orgazniator wyciągnął pozytywne wnioski i postanowił zorganizować drugą edycję. Ciekawe skąd wogóle pomysł na Seattle Party, może legenda tego typu imprez w chorzowskim Kocyndrze? Nie dojdę tego. Rzeczywistość jednak jest taka, że imprezy niby w obu klubach, pod tym samym hasłem, mają się do siebie nijak. Miałem okazję być już w Chorzowie na Seattle Party i tam impreza była prowadzona przez ludzi mające pojęcie o seatlowskiej scenie grunge. A w CK Wiatrak? DJ ograniczył się do najbardziej znanych numerów tego gatunku, dodając od siebie, nie wiedzieć czemu i poco, Gueno Apes, czy Metallikę. Nie minęła chyba nawet godzina kiedy parkiet i prawie cały klub opustoszał. Widać jedynymi fanami Nirvany i Pearl Ja jak informowało hasło na plakacie i w ogłoszeniach, okazali się moi znajomi z Bytomia (pozdrawiam serdecznie z tego miejsca!). Muzykę przyciszono, a następnie wogóle wyłączono. Nasz śmiech zaczął roznosić się po całym klubie. Powoli zaczęliśmy sobie uświadomić, że stajemy się udręką dla kilku osób, czekających na zbawienne nasze wyjście. Około pierwszej nie udało nam się zamówić już nawet herbaty, a po pół godzin później zostaliśmy błagalnie poproszeni o wyjście. Co też uczyniliśmy, bo cóż zrobić. Wracając do plakatów i ogłoszeń to doszukać się można było również hasła: impreza do świtu.. Widać chodziło o inną strefę czasową.
Dobrze, że mimo wszystko humory dopisały do samego końca. Na wiatrakowe Seatle Party już się nie wybierzemy, o ile ktoś jeszcze o takiej imprezie tam pomyśli. Pomimo tej dosyć znaczącej wpadki wieczór udany. Za sprawą towarzystwa, no i zespołu Killjoy, który obok Virgin Snatch (w sumie zespół młodszy, ale staż muzyków prawie taki sam) to najjaśniejsze punkty na mapie naszego kraju jeśli chodzi o heavy – thrash metal. Więc co do Killjoy – czekam na na kolejne koncerty i nowe nagrania, a co do Seatle Party to chętnie, ale w Chorzowie.
2004