Harry Hunter

Kinowe szaleństwo. Ten był, ci byli, a my siedzimy na dupie. Nie, to nie tak. Nie mamy Harrego po za promieniami słońca. Wyginamy się i wiercimy by uleżeć siedlisko jak najwygodniej i patrzymy w domowy ekran. Kochanie wpadło na pomysł, że może by tak przed tym jak siądziemy z popcornem przed wielkim ekranem obejrzymy wcześniejsze części – kolejno od pierwszej do ostatniej jaka jest dostępna na nośnikach domowych. Wczoraj wieczór pierwszy i Kamień filozoficzny. Oglądałem i z kilka razy złapałem się na tym, że fajnie byłoby to przeczytać. Tak tylko, że już kilka tytułów czeka. I cały business intelligence do obróbki. Wychodzi, że więcej czasu powinienem poświęcić na samo pisania. Wierzcie lub nie, ale chce mi się. Pewnie, że ogarnia mnie lenistwo, ale w głowie mi się aż gotuje żeby zrobić to czy tamto.
Wczoraj zapytałem moje Kochanie czy nie miałaby nic przeciwko abym poświecił jeszcze rok nauce. Kolejne studia podyplomowe. Temat jako całość jest rozważany i to w większym kręgu. Tematyka studium, ryzyko operacyjne, kuszące. Kiedy znów dostałem dużą dawkę wsparcia zrozumiałem, że w zasadzie tylko moje zaangażowanie sprawi, że od października znów będę siedział w pociągu.
 
W zasadzie to wpis ten miał dotyczyć całego tego kabaretu pod szyldem Hunterfest. Miałem też przy tej okazji wspomnieć o tym, że nowe wydawnictwo zespołu Hunter pt. Hellwood w żaden sposób nie leżakuje jak dobre wino. Od początku smakuje jak kwas. Napisałem o tym swego czasu na moim profilu MySpace (który usunąłem wraz z zapiskami jakie czyniłem na tamtejszym blogu), świeżo po zakupie, że muzyka nie trzyma się niczego. Chaos, nic nie wnoszące łupanie Daraya, a wiemy, że potrafi nie tylko naparzać, że Black River tu za przykład podam. Płyta przegadana, za czym nie przepadam, której brakuje tych smaczków, które pozwalały od początku do końca cieszyć się muzyką szczytnian.
Wracając do samego festiwalu to dzięki swym działaniom dorobił się sławy na całym świecie (informacje o odwołanych występach pojawiły się na poczytnych stronach zespołów, ich wytwórni i portalach). Szkoda, że płynie z tych informacji sama gorycz i po raz kolejny niezbyt pozytywna opinia na temat naszego podejścia do organizacji czegokolwiek, w tym przypadku festiwalu prezentującego do rangi międzynarodowej imprezy. Wszyscy, łącznie z szefem festiwalu, rozżaleni, wylewający na siebie kupy brudów. Smutny koniec.
W mojej świadomości fest zostanie zapamiętany z dwóch pierwszych edycji, na których główną rolę odgrywali polscy wykonawcy. Do dziś koncert grupy Behemoth na drugiej edycji tej imprezy, z 2005 roku, uważam za najlepszy jaki widziałem w wykonaniu polskiego artysty z kręgu wszechstronnego rocka.
Apetyt rósł w miarę jedzenia, a wiadomo jak z łakomstwem jest – co za dużo to nie zdrowo.
 
I tak małymi krokami do weekendu. Nie mogę powiedzieć by wszystko było już zapięte na ostatni guzik, ale prócz wstrzymania się od co bardziej intensywnych ćwiczeń, zbieram cały ekwipunek. W piątek wyjazd w kierunku Tatr. Co dalej? Zobaczymy.