Grzegorz Kupczyk


Moje urodziny – 15 lat (1995, Omega)

Czym różni się heavy metal z pod znaku dajmy na to NWOBHM od death? Między innymi tym, że ten pierwszy z gatunków ciężkiego rocka miał / ma wielu wybitnych wokalistów.
Jeśli założyć, że grupy Ceti i Turbo to zespoły zbliżone w większym lub mniejszym stopniu do czystego heavy metalu to Grzegorza Kupczyka uznać należy najlepszym wokalistą heavy metalowym nie tylko w tym kraju, ale i w tej części Europy. Płyta Moje urodziny to materiał podsumowujący 15-to letni dorobek wokalisty. Nie znajdziecie tu jednak rozpędzonych gitar i szybkich temp wybijanych na perkusji. Jest raczej spokojnie i akustycznie, a do tego wszystkiego głos Grzegorza Kupczyka czyli najważniejszy punkt tej płyty. W Dorosłych dzieciach wspomagają go Małgorzata Ostrowska i Grzegorz Skawiński. Płytę zdobyłem dzięki samemu Grzegorzowi i ogromnie się cieszę, że mam ją w swojej płytotece. Miło się przy wiej odpoczywa. Dla mnie to relaks dla uszu, od początku do końca. Warto ją zdobyć i przekonać się o tym samemu.
___
Tekst archiwalny z 2001

Grzegorz Kupczyk XXX lat (2012, DigiTouch /EMI)

Kolejne piętnaście lat z Grzegorzem Kupczykiem za nami. Kilkanaście lat temu ukazała się płyta Moje Urodziny – 15 lat. Wydana przez mało znaną firmę na Śląsku prawie niedostępna. Mnie nie udało się jej kupić w oficjalnym obiegu. Po latach nawiązałem kontakt z samym Grzegorzem i dostałem swoją kopię. Nieomal cały program tamtej płyty znalazł się na albumie Grzegorz Kupczyk XXX lat. Razi tylko jedna rzecz. Pierwotną wersję studyjną utworu Epitafium zastąpiono wykonaniem na żywo. Zdecydowanie wolę tą pierwszą. Obecne wydawnictwo składa się z dwóch płyt. Na drugiej z nich mamy akustyczne wersje klasyków nie tylko z repertuaru Turbo, Ceti, czy Non Iron.

Kto czytał choć jeden wywiad z Grzegorzem Kupczykiem ten pewnie wie, że jest jego największym ulubieńcem wśród wokalistów jest Dave Coverdale (znany z Whitesnakie i Deep Purple). W akustycznym secie znalazły się aż trzy kompozycje z jego repertuaru. Prócz tego jest też Tears In Heaven Erica Claptona oraz jako bonus Candles In The Wind Eltona Johna.

Słuchając tej płyty często odnoszę wrażenie, że akompaniujący muzycy gdzieś ciągle się śpieszą. Utwory skrócone są w porównaniu z oryginalnymi wersjami. Z przyjemnością posłuchałbym wszystkich kompozycji zaaranżowanych w jakiś ciekawy sposób. Tymczasem odnoszę wrażenie, że to nie płyta, a jakiś nieoficjalny bootleg nagrany przez kogoś z ukrycia w jakimś przytulnym pubie. Rozumiem, że to Grzegorz Kupczyk rozdaje karty. Nie mnij brakuje temu brylantowi szlifów.

Dobrze, że tak ważna rocznica została upamiętniona czymś szczególnym. Grzegorzowi Kupczykowi należą się ukłony przede wszystkim za wytrwałość. Niezliczona ilość przeciwności, a mimo to wciąż na scenie. O to przykład człowieka z pasją. Do tego z wielkim talentem. Jestem przekonany, że dla swoich wielbicieli ma wiele zasług. Sam też wiele mu zawdzięczam i proszę aby nie myślał jeszcze długo o emeryturze.