Fear Factory


Demanufacture (1995, Roadrunner)
Jak dla mnie Fear Factory załapał się do mojego odtwarzacza dzięki fali zespołów brooklińskich, tj. Biohazard, Pro-Pain, Life Of Agony, czy Type O Negative. Stylistyka muzyki jakby odmienna, ale chłopaki świetnie uzupełniali swymi dźwiękami pozostałe grupy.
Pamiętam pierwsze odsłuchanie Demanufacutre przez słuchawki. To brzmienie wbijało w ziemię. Fear Factory był dla mnie jedyną grupą, która przy użyciu wpływów industrialu, nie wywoływała uczucia odhumanizowania muzyki do reszty.
Podobno takie płyty nagrywa się tylko raz. I choć zespół przeżył po tej jeszcze kilka wzlotów i upadków to i tak cały jej przyszły dorobek porównywany będzie to tej jednej z najlepszych płyt lat ’90tych.

Archetype (2004, D3 Entertainment)
Dlaczego z jednego powrotu jakieś grupy człowiek się cieszy, a z innego wyciąga wnioski typu: dla kasy. Siłą powrotów jest nowy materiał studyjny. Jeśli spełnia on oczekiwania wówczas można powiedzieć śmiało – zespół powrócił z potrzeby grania. Tak właśnie jest z Fear Factory.
Archetype ma niesamowitą świeżość. Potwierdza opinię tych (w tym niżej podpisanego), że jako jedyni potrafią przepleść wątki industrialnych brzmień pozostawiając duszę muzyki. Dusze, która jest istotą muzyki. Jak na Fear Factory przystało płyta ma doskonałe brzmienie. Mocne, masywne, ale zarazem pełne polotu, co sprawia, że słucha się tej płyty z przyjemnością. Obcowanie z tymi dźwiękami to wręcz relaksacyjne odprężenie. Nie będziecie zmęczeni, przeciwnie, zatęsknicie za kolejnym wciśnięciem play w waszym odtwarzaczu. Płyta świetnie trafiła w swój czas. Jest lato i na taką właśnie porę nadaje się muzyka z Archetype. Nie róbcie sobie obciachu słuchając letnich hitów radiowych, metale też mają płyty na plażę. Nie wierzycie? Sprawdźcie Archetype.
___
Tekst z 2004

Transgression (2005, Trillion Records)
Żelazo należy kuć póki gorące. Wiedzą o tym również Fabryce Strachu. Po pozytywnym przyjęciu Archetype Fear Factory dosyć szybko uporało się z nową propozycją. Aby nie przedłużać dorzucili dwie kompozycje obcych wykonawców i oto na rynku jest Transgression. Dobrze, że choć w studio zespół opanował pośpiech i nie wyszła im propozycja na miarę pierwszych swych jeszcze death metalowych wydawnictw. Nie znaczy to jednak, że CD, które dostajemy do ręki jest idealne. Dalekie jest od ideału, którym jest tutaj Demanufacture, ale nawet odstaje znacząco od swej poprzedniczki. Zdaje sobie sprawę, że są fani, którzy są bardzo zgłodniali nowych dźwięków, ale niestety chyba tylko oni będą zadowoleni. Poza nimi ten materiał nie zwojuje zupełnie nic. Zespół, który kiedyś zaproponował coś oryginalnego dziś nie ma ambicji tworzyć i poszukiwać równie kreatywnych rozwiązań. Daje do rąk słuchaczy produkt. Od słynnej Demanufacture pojęcie zimna pasuje nawet przy określeniu muzyki Fear Factory. Teraz posunięto się dalej i oddano nam ochłodzony, wykalkulowany towar, który należy zakupić tak jak setki nie potrzebnych wyrobów będąc na zakupach w markecie.
Brakuje Transgression choć małej cząstki, która sprawiałaby, ze odkryłbym sens jej wydania, posiadania i przede wszystkim słuchania. Kiedy nie było z nami Fear Factory nikt nie zdołał wypełnić pustki po nich. Radość z ich powrotu trwała bardzo krótko. Jeśli o mnie chodzi to takiej Fabryki Strachu jak na Transgression nie musi być w ogóle. Proponuje więc powrót do pieca hutniczego i ponowne przetopienie. Jeśli następny efekt również nie spełni oczekiwań jedynym wyjście będzie zamknięcie Fabryki.
___
Tekst z 2005