Farben Lehre


Farbenheit (2005, Rockers Publishing)
Po pierwsze nie sposób zwrócić uwagę na okładkę nowej płyty. Naprawdę robi wrażenie. Następna sprawa to nazwisko realizatora nagrań. Szymon Czech, człek to znany w pewnych kręgach i szanowany za swój fach i talent. Ciekawiło mnie więc bardzo jaki też patent znalazł na zespół Farben Lehre. Rewolucji jednak nie ma. Fani zespołu płytę kupią w ciemno i nie będą rozczarowani. Ci, którzy wiedzą co i jak gra Farben Lehre raczej nie zmienią swej opinii pod wpływem Farbenheit. Pomimo swych punkowych korzeni także Farben Lehre udało się uzyskać status zespołu słuchanego przez gimnazialno – studencką młodzież. To ta sama publiczność, która przybywa tłumnie na koncerty Kultu, Pidżamy Porno, Akurat, czy Happysad. Muzycznie ma więc być tak żeby dobrze w ucho wchodziło i melodie dobrą miało. Zabawa gwarantowana. Kiedy zatem wszystko jasne czy warto rozwodzić się i pisać cokolwiek o muzyce Farben Lehre? Kto co lubi. Zespół Wojtka Wojdy choć muzykę gra prostą, łatwą i przyjemną nie jest dla wszystkich. Niestety taki zastój rozwojowy sprawia, że człowiek z sentymentem wraca do starych nagrań, a nowe niepostępowe nie dają nie wywołują żadnej pozytywnej reakcji w obliczu poznanych płyt zespołów, które czują głęboką potrzebę rozwoju. Zagalopowałem się, ale myślę, że jasno zostało wyrażone to co napisane być miało. Kto dziś staje w pierwszym rzędzie na koncercie Farben Lehre ten słuchać będzie Farbenheit nie raz. Kto zaś na swej półce z płytami ma takie diamenty jak Ax Libereld… Psychotropic Transcendental niech lepiej nie zawraca sobie głowy tą płytą.
___
Tekst z 2005