Crionics


Human Error: Ways To Selfdestruction (2002, Empire Records)

Następczyni Human Error: Ways To Selfdestruction znalazła swoje miejsce i czas w moim odtwarzaczu.

Mając jednak okazję posłuchać tego co wydarzyło się przed Armageddon‘s Evolution chętnie skorzystałem z tej okazji. Na wstępie zaznaczę, że podszedłem do sprawy bez uprzedzeń, czy też porównań.

Faktem bowiem jest, że zespół nie uwstecznił się. Nie znaczy to, że Human Error: Ways To Selfdestruction nie jest już warty zwrócenia na siebie uwagi.

Droga jaką postanowił podążać zespół Crionica biegnie dwutorowo. Korzystając z dwóch najbardziej ekstremalnych gatunków, black i death, celem jest tutaj osiągniecie może niekoniecznie kompromisu co nowej, własnej jakości. Na Human Error- Ways To Selfdestruction można jeszcze łatwo odróżnić, co skąd było zaczerpnięte i czym inspirowane. Czy jeśli chodzi o partie gitar, czy też wokale raz growling, w inny miejscu skrzeczący blackowy krzyk. Dopełnieniem są partie instrumentów klawiszowych, starające się stworzyć odpowiedni klimat. Dodatkiem sa jeszcze ciekawe gitarowe solówki (Hallowed Whores).

W powyższy sposób można by opisać całą zawartość tej płyty. Na plus zasługuje również tempo całości. Nikomu nie śpieszy się tutaj aby czym prędzej stanąć u bram piekieł. To raczej muzyka na drogę w tamtym kierunku, a że ruch w tamtą stronę spory, więc powinna być dobrym towarzyszem kiedy staniecie w korku.

Human Error: Ways To Selfdestruction ma własną tożsamość, która póki co nie ima się ząb czasu. Że nie zbyt oryginalne, że miejscami przewidywalne? Nie którzy mają ten problem nawet przy piątej płycie, a ten krążek to dopiero początek, który jak pokazała już przyszłość ma swoje konsekwentne uzasadnienie w dalszym rozwoju Crionics.
___
Tekst z 2006;

Armageddon’s Evolution (2004, Empire Reocrds)

Na początek o tym co powinno przyciągać wzrok potencjalnego słuchacza, czyli okładka. Nijaka, bez wyrazu. Spotkałem się z porównaniem do Scars Of The Crucifix Deicide. Przyznam, że dużo w tym racji.

Szata na bok, czas obnażyć zawartość CD, czyli to co najważniejsze – muzyka. Płyta Armageddon s Evolution utwierdziła mnie w moim przekonaniu, że dzisiejszych produkcji spod czarnej strony metalu najlepiej słucha się przez słuchawki. Ma się w ten sposób najlepszy odbiór tak złożonej i bogatej produkcji. Do wyłapania są wszystkie ukryte smaczki stworzone z pomocą instrumentów klawiszowych. Zaznaczę od razu iż są one jedynie uzupełnieniem dźwiękowej potęgi tworzonej przez gitary, bas, perkusję. Pozostaje jeszcze wokal, ta najbardziej kontrowersyjna kwestia czarci metalu.

Zauważyłem jednak coś takiego u siebie, że im więcej słucham muzy określanej black metalem tym coraz bardziej przyzwyczajam się do wokaliz, które są ponoć ważną kwestią tego stylu. Ano niech tak będzie. Idźmy dalej. Do samego meritum muzyki – kompozycje. Złożone, rozbudowane, przepełnione przepychem aranżacyjnym. Pomimo takich epitetów nie przypomina to Dimmu Borgir. Tym bardziej nie potrafię doszukać się, sugerowanych tu i ówdzie, porównań do Behemoth.
Oczywiście jest to podobna stylistyka, ale wymienione wyżej zespoły poszły swoimi własnymi drogami, a Crionics bynajmniej rozpaczliwie nie stara się ich dogonić.

Crionics robi swoje. Robi to sprawnie i rzetelnie. Od samego początku, czyli otwierającego płytę Arrival Of Don-parallel Aeons, bez żadnych ceregieli dostajemy zmasowany atak. Nie jest jednak tak, że nie można złapać oddechu. Intro Chant Of Rebel Angels jak czwarte z kolei przyciąga jeszcze bardziej. Zadajesz pytanie co dalej? Nienawiść, agresja, zło. Wystarczy? Mnie w zupełności.

Armageddon s Evolution to umiejętnie złożona całość, stanowiąca dowód iż Crionics nie jest przypadkiem. Dopełnieniem ich forma koncertowa, o której zaświadczyli u boku Vader podczas Blitzkrieg 2 Tour 2004. Jeśli istnieje ów tron black metalu, o którym przekonuje wydawca płyty, a który wywoływał u mnie uśmieszek pod nosem, to po zapoznaniu się z zawartością Armageddon s Evolution stwierdzam, że jednak władca, ktokolwiek nim jest, nie powinien się czuć do końca pewny. Póki co Crionics robi swoje. Robi to dobrze i czy chce, czy nie wzbudza chęć słuchania tych, którzy black metal znają tylko powierzchownie, z najbardziej spektakularnych produkcji.

Płyta została dołączona do magazynu ThrashEm All nr 5/2004. Za taką cenę tym bardziej warto.
___
Tekst z 2005