Amorphous


Return From The Dead (2006, Propaganda Promotions)
Jak bardzo odchudziłaby się scena, nie tylko metalowa, gdyby każdy muzyk robił swoje w jednej macierzystej grupie?

Tymczasem niezliczone przetasowania personalne i ciągle nowe nazwy na horyzoncie. Kolejną załogą ekstremistów dobijających się do bram piekieł jest Amorphous, w którego składzie znalazły się osobistości znane dotychczas z takich nazw jak Esqarial (Marek Pająk), Bloodlust (Płaski), czy Dissenter (Młody). Czy wynikło z tego coś niezwykłego?

Po pierwsze to nie wiem czy miało, po drugie Return From The Dead to propozycja wyłącznie dla opętanych maniaków brutalnego death metalu. Nie jest to jednostajna nawałnica oparta na niekończącym się blaście. Nie jest to niestety również propozycja, która jakoś szczególnie wyróżni Amorphous z grona wielu i trzeba naprawdę cudu by dokonać czegoś przynajmniej na miarę choćby Chaostream Lost Soul.

Jeśli ktoś myśli, że to szaleństwo porywanie się na tak wysoki poziom artystyczny dla kogoś kto dopiero poszukuje wydawcy, odpowiem, że doświadczenie wyniesione z innych zespołów powinno zaprocentować w nowym składzie, pod nową nazwą, czymś szczególnym i niepowtarzalnym, a przynajmniej mieć rokowania na przyszłość. Te może są, ale zaczynanie od pułapu z jakiego stara się wystartować Amorphous pozostawia zespół w ciasnej szufladzie siebie podobnych załóg.
___
Tekst archiwalny z 2006