Zalef


Pistolet (2004, BMG Poland)
Krzysztof Zalewski jest jedynym uczestnikiem programu Idol, na którego oddałem głos. Dziś słucham jego płyty i stwierdzam – warto było. Zalef pozostawił wszystkie dotychczasowe wydawnictwa uczestników programu daleko w tyle. Żeby nie było aż za słodko to dodam od razu, że nie jest to jeszcze płyta do końca zwalająca z nóg, ale zarzut ten kierowałbym tylko do muzyki. Co do głosu Krzysztofa nie mam żadnych zastrzerzeń. Ma chłop przysłowiowy wygar i tyle. Oto wokalista, który już dziś może stanąc ramie w ramię z najlepszymi w tym kraju. Grzegorz Kupczyk ma w końcu konkurenta! Ich duet byłby czymś na miarę spotkania Bruca Dickinsona z Robem Halfordem (utwór The One You Love To Hate na płycie Halford).
Wracając do muzyki. Jest ostro, z kopem, ale jakoś to wszystko robi się męczące przy dłuższym obcowaniu. Brakuje tu jeszcze luzu, polotu. Nasuwa mi się od samego początku porównanie ze Skunkworks wspomnianego już Bruce’a Dickinsona. Gdyby historia miała się powtórzyć to przypomnę iż gwiazda Bruca zabłysła najjaśniej na jego kolejnych solowych płytach. Co za tym czeka Zalefa? Oby wszystko co najlepsze. Oby pozbył się niepewności i uwolnił od kierownictwa artystycznego. Myślę, że pójście za głosem tego co w duszy gra da znakomite efekty. Puki co wstępny egzamin zdany pozytywnie.
___
Tekst z 2004