Vader press tour 22.09.2004, Katowice, salon Empik


Na zewnątrz zimno, szaro i… jesienie bardzo. W środku ciepło i tłoczno. Nie mały sznurek ustawiony do stoliczka. Sądziłem, że wyjdą drzwiami za parawanem, ale nie, przemaszerowali przez empik zaskakując tym nie małą rzeszę zebranych. Minęła godzina zanim nadszedł mój czas.
W ciągu tej godziny zastanawiałem się na ile zarówno Mauser jak i Novy są gwiazdami. Są utalentowanymi profesjonalnymi muzykami. Kiedy stanąłem oko w oko z nimi okazali się sympatycznymi gośćmi, pełnymi cierpliwości i wyrozumiałości.

Przy okazji nie pozbawieni humoru. Poszły w ruch markery, okładki podpisane, proszę o podpis na artykule, którego część stanowiła moja skromna osoba. Mauser zwrócił uwagę, sprawiając mi tym większą radość. Zdjęcie, uściski dłoni i czas ustąpić miejsca innym.

Czy warto czekać godzinę dla tych góra dwóch minut? Warto, bez dwóch zdań. Przekonujesz się wówczas, że droga, którą się obrało nie jest pomyłką, że nie ma w tym cienia pozerstwa. Że oni – Mauser, Novy – to tacy sami ludzie jak my, których los obdarzył talentem, a oni w podzięce dzielą się nim z nami.

Napomknę tu jeszcze o Polaków w tłumie rozmowy. Z przerażeniem stwierdzam, że narzekanie staje się naszą cechą narodową. Zamiast cieszyć się obecną chwilą, od prawa do lewa jest coś nie tak. Ci grali fajnie na dwóch pierwszych płytach, tamci to wogóle dno, tych posłuchałem dwa numery, do bani zupełnie. Ściągnąłem to ściągnąłem tamto. A koncert? E, nie, ale będę pod klubem na winku… I na koniec nurtujące pytanie – ile ma się radości z podpisanego plakatu, który załatwił kolega stojący z przodu? Zamiast cierpliwie wystać swoje, uścisnąć dłoń. Nie marudzę, śpię spokojnie, zapewniam, tylko czasami budzi się we mnie taki socjolog, którego zastanawia to chodzenie na skróty młodszego pokolenia.

A wracając do spotkania z Mauserem i Novym, rzecz jasna, warto było, a kto nie był niech oczywiście żałuje.
___
Tekst z 2004