Turbo


Dorosłe Dzieci (1983, Polton)
Na początek Szalony Ikar szybki, porywający utwór, potem Przegadane dni już nieco wolniej, ale wcale nie gorzej. Trzeci utwór – W sobie to zgrabna bardzo ładna, zgrabna kompozycja instrumentalna. Dalej równie dobrze. Płyta o hard rockowym, jak dla mnie, zabarwieniu. Utwór ją zamykający, będący także jej tytułem to chyba najbardziej znana ballada zespołu – hymn Dorosłe dzieci. Warto poznać ten, obok Live TSA najciekawszy debiut polskiego rocka z początku lat ’80-tych.

Smak Ciszy (1985, Klub Płytowy Razem)
Zaczyna się o tytułowym utworem, a zaraz po nim szybka, porywająca kompozycja Już nie z tobą. To obok kończącego płytę, instrumentalnego Narodziny demona najciekawsza według mnie kompozycja na płycie. Broni się jeszcze Jaki był ten dzień, kolejna całkiem przyjemna ballada. Reszta jak dla mnie zależna od nastroju. Dobrze jednak, że wspomniane już Narodziny demona dokonały się i po średniej dwójce przyszedł czas na trzecią odsłonę… ale to już inna historia.

Kawaleria Szatana (1986, Pronit)
Najlepsza płyta metalowa nagrana w Polsce w latach ’80-tych!!! Żaden utwór nie odstaje od reszty. Świetna gra gitar, wokale i teksty Grzegorza Kupczyka. Obowiązkowa płyta, którzy chcą cokolwiek powiedzieć o polskim heavy metalu. Nie wiem co było przyczyną zwrotu na taką właśnie muzykę po Smaku ciszy, ale jakoś nigdy nie chciało mi się do tego dociekać. Ważne, że płyta wytrzymała próbę czasu i kiedy włącza się ją nawet dzisiaj to słucha się jej z zapartym tchem od początku do końca.

Ostatni Wojownik (1987, Polton)
Zalążki thrashu można było usłyszeć już na Kawalerii. Na Ostatnim wojowniku zespół poszedł właśnie w tym kierunku. Utworom dodano jeszcze więcej prędkości, rozbudowano strukturę utworów (tytułowy, Seans z wampirem, Koń trojański). Wokale Grzegorza stały się nie co mniej czytelne. Być może całość robi gorsze wrażenie niż poprzedniczka, ale jak na ówczesne realia wydawnicze uważam, ze płyta i tak broni się bardzo dobrze. Warto posłuchać.

Alive! (1987, Tonpress)
Wraz z dwiema bardzo dobrymi płytami studyjnymi grupa wyrobiła sobie status najlepszego zespołu metalowego w kraju. Stała się największą atrakcją koncertową w kraju. Częsty gość m.in. festiwali Metalmania czy Jarocin do tego własne koncerty (mój starszy kolega do dziś wspomina występ Turbo w Zabrzu). Dobrze się więc stało, że zespół dorobił się płyty koncertowej. Rzetelnie i porywająco zagrane utwory z Kawalerii oraz Wojownika. Nie zbity dowód również na to, że grający od dłuższego czasu z zespołem perkusista Tomasz Goehs (solo na początku Ostatniego wojownika!!!) to najlepszy bębniarz w tej części Europy.

Epidemie (1989, Polski Nagrania Muza)
Dalszy romans zespołu z thrashem, tym razem jednak bardziej technicznym. Z tego też powodu ulotnił się gdzieś pazur i zadziorność w nagraniach. Płyta mimo wszystko jednak się broni. Cenną perełką jest na niej miniaturka instrumentalna 13.12.1988 kończąca płytę. Jej tytuł to data ślubu Licy, który zadebiutował jako profesjonalny muzyk właśnie na tej płycie. Choćby też z tego względu warto posłuchać tej płyty. Znalazły się tu bowiem utwory do których najlepszy kompozytor w tym kraju również przyłożył rękę.

Dead End (1990,  Under One Flag)
Hmm, Turbo bez Grzegorza Kupczyka? Ano chodziło chyba tylko oto aby nie zabijać kury, która znosi złote jaja (pamiętam taką wypowiedź muzyków dla nieistniejącego już miesięcznika Rock’N’Roll). Czas jednak poderżnął kurze gardło. Zespół poza jego liderem Wojciechem Hoffmannem przekształcił się w Creation Of Death. Nim jednak to się dokonało na rynku ukazała się płyta Dead End. Są tu ciekawe kompozycje (moje faworyty to Everyone oraz The Raven), muzyka oscylująca tym razem na granicy thrashu z death metalem (Sepultura z okresu Beneath i Arise). Wyróżnia ją jednak od innych płyt w takim stylu jedna charakterystyczna rzecz – mnogość solówek! Według mnie za bardzo przesadzono z tym. To w zasadzie jedyna wada. Jedyna oczywiście jeśli przyjmiemy, że nie spoglądamy w tył tzn. na świetlany okres z Grzegorzem za mikrofonem. Wokal Licy to bowiem inna bajka. Swoją drogą to ciekawe jak sprawdziłby się Grzegorz Kupczyk w tym materiale. Można posłuchać.

1998-1990 (1990, Polskie Nagrania Muza)
Płyta podsumowująca dziesięć lat działalności zespołu. Nie jest to jednak jakiś typowy greatest hits, bo mamy tu w spisie takie perełki jak Syn burzy dostępny dotąd tylko w wersji koncertowej na Alive! oraz Mumia – pozostałość z sesji Epidemie dotychczas nie publikowany. Większa część materiału to nagrania z pierwszego okresu. Mimo wszystko myślę, że każdy szanujący fan ma już 1980-1990, a tym którzy nie mają polecam gdyż dzięki tej składance zobaczycie jak rozwijał się w przeciągu dekady zespół Turbo.

One Way (1992, Carnage Records)
To był zdaje się 1992 rok. Wszedłem do zaprzyjaźnionego sklepu muzycznego i tradycyjnie zacząłem wodzić wzrokiem po regałach z kasetami i płytami. Nagle szok! Kaseta Turbo! Jak to?! – myślę – przecież Hoffmann rozwiązał zespół!! Szczęśliwym trafem miałem przy sobie wystarczającą ilość gotówki. Kasa na ladę, kaseta w łapy i pędem do domu. W domowym zaciszu załączyłem magnetofon i zabrałem się do przeglądania okładki. Uwagę od razu przykuło rozbudowane intro, a na zdjęciu z okładki tylko jedna znajoma twarz – gitarzysty Wojciecha Hoffmanna. Do współpracy dobrał sobie tym razem młodych nieznanych mi wcześniej muzyków. Wsłuchałem się w muzykę i zacząłem się zastanawiać co tu jest właściwie grane. Z czasem przyzwyczaiłem się do tego materiału, przez jakiś czas chodził nawet za mną refren z tytułowej kompozycji. Muzyka bliższa Dead End niż wcześniejszym dokonaniom zespołu. No właśnie zespołu? Ta kaseta to już raczej solowe dokonanie Wojciecha. Ale myślę, że dziś już nie warto w to wnikać. Dziś można posłuchać tego materiału z płyty CD – został on bowiem dołączony do kompaktowej reedycji Dead End (Metal Mind).

Dorosłe dzieci… I Inne Ballady (1993, Dża Dża)
To moja pamiątka ze szkolnej wycieczki z Zakopanego. Zamiast zakupu ciupagi odwiedziłem jeden sklep muzyczny na Krupówkach i zaskoczyła mnie dosyć bogata oferta. Z sentymentu wybrałem tą składankę. Dziś ogromnie cieszę się z tego wyboru, a to dlatego, że znalazła się tu nigdzie dotąd niepublikowana wówczas  Fabryka keksów – ciekawa, rozbudowana kompozycja autorstwa Zbigniewa Hołdysa. Reszta materiału to balladki z debiutu oraz Smaku ciszy plus dwa ulepszone po latach utwory z niezbyt ambitnymi tekstami – Zwykły tramp i Przebój miesiąca. Gratka dla fanów.

Awatar (2001, Metal Mind)
Stylem Turbo jest brak stylu. Zespół w zasadzie od początku, a już na pewno od Kawalerii szatana uważnie śledzi co dzieje się aktualnie na metalowej scenie. Zapowiedzi tej płyty chyba nie tylko mnie zrobiły mętlik w głowie. Mówiło się o powrocie do okresu Kawalerii, ale zarazem miał to być materiał świeży i nowoczesny. W końcu nadszedł dzień kiedy płyta Awatar znalazła się w moich rękach. Tak prawdą jest, że to najbardziej oczekiwana płyta 2001 roku. I co? I można spać spokojnie, o ile będziecie wstanie mogli zasnąć. Na początek Armia i jak dla mnie nie tylko tytułem skojarzyła mi się z jednym zespołem. Riff zagrany tak jakby grał go sam Popcorn (ex-Wolf Spider, Acid Drinkers, Armia). Świetny motoryczny utworek na początek. Potem Upiór w operze wolniej, ale ciężko. Wszystkie kompozycje bronią się doskonale. Miło jest po latach posłuchać znów gry Wojciecha Hoffmanna, już dziś nie da się ukryć, że w podsumowaniach roku będzie on wysoko wymieniany. Podobnie zresztą jak Grzegorz Kupczyk, który wraz z Bruce Dickinsonem, jest jak wino – im starszy tym lepszy. Po raz kolejny pokazał w pełnej krasie swój kunszt wokalny. Nie sposób zwrócić uwagi również na bas. Są momenty na płycie kiedy zwraca się na niego główną uwagę. Digipack został uzupełniony o cztery dodatkowe utwory – trzy kowery oraz balladę Lęk. Obce kompozycje pochodzą z repertuaru Deep Purple i Black Sabbath. Utwór tych ostatnich zamyka całość, a jest to Neon Knights zagrany z niesamowitą energią, pędzący jak rozpędzony pociąg, który powoli znika nam z horyzontu i tak też się wszystko kończy – powolnym wyciszeniem… i cisza. Nie długo jednak, palec skierowany w kierunku przycisku play i wszystko zaczyna się od nowa. Gorąco polecam i starszym i młodym.
___
Tekst z 2001

Tożsamość (2004, Metal Mind)
Przy okazji wydania poprzedniej płyty zespołu Turbo napisałem iż stylem tego zespołu jest jego brak. Niestety swym pozytywnym nastawienie do płyty Awatar byłem w zdecydowanej mniejszości. Okazuje się bowiem sprawa bardzo dziwna. Stwierdzono, że styl zespołu to ten z Kawaleria Szatana. Niestety nikt nie jest mi w stanie odpowiedzieć co o tym zadecydowało. Chyba nie to, że wspomniana płyta jest najlepszą w dorobku tych doświadczonych poznaniaków. Jak dla mnie nie jest to żaden argument przepowiadający za tym aby kolejna po Awatar płyta zespołu brzmiała właśnie w tym stylu. Ale stało się jak sie stało i oto do rąk słuchaczy trafia Tożsamość. Słucham i uszom nie wierze.
Tak jest to krok w tył. Na tyle wielki, że postawiono nogę nie na kultowej Kawalerii, a raczej Smaku Ciszy. Pewnie, że tyle lat doświadczeń od wydania Ciszy uczyniło muzyków z podstawowego składu (Grzegorz Kupczyk – wokal, Wojciech Hoffmann – gitara, Bogusz Rutkiewicz -bass) fachowców. Potwierdza się, że wokalista jest w swej życiowej formie, gitarzyści udowodnili już nie raz, że zagrają każdy riff z tych cięższych gatunków rocka. Prześladuje mnie jednak uczucie, że gdyby było to bardziej podkręcone, wręcz w stylu Awatar byłoby jeszcze lepsze, smakowitsze.
Tożsamość nie jest być może płytą jakiej oczekiwałem, ale nie jest też płytą złą. Trochę potrzeba będzie czasu żeby przyzwyczaić sie do brzmienia, najsłabszej gry perkusji w dziejach zespołu i tekstów. Polskie to i dobrze, bo do takiego Turbo przyzwyczajonym, ale jak nigdy trąci to straszną wiochą. Nie wnikam czy pisane na kolanie, ale gdy taki głos nie ma o czym śpiewać to aż serce pęka. To biblijne nawiązanie do tekstów z Kawalerii wydaje się być robionym mocno na siłę.
Dobrze, że jest Turbo, że pomimo zajęć w innych zespołach – projektach chce im się nagrywać jeszcze razem. Prośba tylko na następny czas – więcej czasu na wszystko. Może podobnie jak Panzer X (w którym Grzegorz Kupczyk również zaśpiewał) zrobić sobie przerwę w nagraniach, wrócić do nagrań po jakimś czasie, nabrać dystansu. Nie da się już cofnąć czasu i pozostaje zaakceptować lub nie Tożsamość taką jaka jest. Oby czas grał na jej korzyść. Dla mnie pierwszą tego oznaką są Otwarte Drzwi Do Miasta. Myślę, że dalej będzie dobrze. Musi, w końcu to Turbo nie?
___
Tekst z 2005

The History 1980-2005 (2006, DVD, Metal Mind)
Kiedy pojawiły się reklamy i zapowiedzi tego wydawnictwa wiedziałem od razu, że muszę je mieć. Turbo to obok TSA korzenie mojego kształtowania się, nazwijmy to nie ładnie – gustu muzycznego. Teledysk do Cały czas uczą nas obił mi się parę razy o smarkate oczy i to wydarzenie wraz z wycinkiem zdjęcia z gazety był początkiem kibicowania tej grupie. Dzięki The History 1980-2005 mogę spojrzeć w przeszłość jeszcze nie raz.
W zasadzie trudno mi określić, która cześć, koncert z festiwalu Metalmania 2005, czy też pokaźna ilość dodatków, jest ważniejsza, czy też ciekawsza.
Koncert z 2005 roku ze Spodka rozpoczynają Otwarte Drzwi Do Miasta. Potwierdza się teza, że ten utwór broni się dobrze na żywo. Podobnie drugi utwór z ostatniej, niezbyt porywającej płyty TożsamośćLegenda Thora. Jeśli mam być zupełnie szczery, to tak naprawdę od tego utworu zespół na dobre się rozkręca. Szkoda, że do końca występu pozostają już tylko trzy utwory. Wcześniejszym utworom, choć znalazły się wśród nich takie pewniaki jak Kawaleria Szatana II, czy Ostatni Grzeszników Płacz, brakuje jakieś iskry, ognia, energii. Warto więc przeczekać początek, by w końcówce zobaczyć Turbo grające z podobną siłą, która czuć choćby na koncertowej płycie Alive! lub by nie sięgać dalej niż dodatki w dalszej części The History 1980-2005.
W archiwach znaleźć można fragmenty występów z Rockowiska’82, czy też ze złotego okresu czyli lat 1986-1987 (fragmenty z Rockowiska’86, Metal Winter’86, Metalmania’87). Można się przy tym uśmiechnąć, nie zmienia to jednak faktu, że wówczas odbierało się zespół zupełnie naturalnie. Warto z resztą to zobaczyć na własne oczy. Są i nowsze nagrania, z których wyróżniają się Dorosłe Dzieci zagrane z orkiestrą w Sopocie w 2005 roku.
Na koniec wywiad. Niestety to największa bolączka wydawnictw ze znaczkiem Metal Mind Productions. Ktoś chyba w tej firmie zakłada, że ogląda się go raz i więcej do niego nie wraca, więc nie warto się starać. I tym razem rozmowa nie porywa, ani nie wciąga jakimiś ciekawymi anegdotami. Wojciech Hoffmann, szef zespołu, przyznaje się do kilku błędów popełnionych na przestrzeni tego ćwierćwiecza, wyjaśnia parę spraw i to wszystko.
Nie porywa do końca główny koncert, nudny wywiad, brak jakiegokolwiek fragmentów z czasu kiedy w zespole występował Robert Litza Friedrich, ale pomimo tych minusów warto mieć ten nie mały kawałek historii polskiego metalu w swojej kolekcji.
___
Tekst z 2006