Tribute To Doc – Vader, Ceti, Hate, Dead Infection, Lost Soul, Corruption, Azarath, Chainsaw, Virgin Snatch – 11.12.2005, Warszawa, klub Proxima


Nie sposób nie zgodzić się z Peterem, liderem zespołu Vader, iż lepiej byłoby gdybyśmy się nie spotkali 11 grudnia w warszawskiej Proximie. Los chciał inaczej. Zebrał się więc tłum fanów (w liczbie 846 osób (tyle sprzedano biletów) oraz dziewięć zespołu. Cel był jeden. Oddać hołd wielkiemu muzykowi oraz przy okazji zebrać pieniądze dla osieroconego synka i partnerki Oli.

Na Tribute To Doc zobaczyliśmy dziewięciu wykonawców. Zbliżony czas wszystkich występów. Jak powiedziano ze sceny nikt z nikim nie konkurował w żaden sposób. Trzeba jednak przyznać jedno: zestaw był naprawdę atrakcyjny. Nie wątpię, że nie odmówiłby żaden polski zespół związany ze sceną metalową i z pewnością nie jeden próbował znaleźć się w gronie szczęśliwców, którym udało się oddać hołd. Każdy na swój sposób. Niech poniższa relacja będzie spojrzeniem na muzyczną i wizualną zawartość tego koncertu. Podkreślam, szanuje wszystkich, którzy przybyli i zagrali dla zebranych fanów twórczości Docenta. Zatem po kolei.

Kilka minut po 17-tej na scenę wchodzi Virgin Snatch. Panowie zagrali żywiołowo, ale do pełni szczęści brakowało lepszego brzmienia. O ile solówki Grysika można było jeszcze wychwycić to Hiro zupełnie był nie słyszalny. W ten sposób zespół stracił jeden dosyć istotny atut. Problemom dźwiękowym nie podał się natomiast wokalista Zielony. Potwierdził i udowodnił zebranym, że wokale na Art Of Lying to nie jakieś tam studyjne sztuczki. Pozostał głód i jak najszybsza ponowna konfrontacja z muzyką Virgin Snatch na żywo.

Dosyć szybko uporał się ze sprzętową kosmetyką zespół Chainsaw. Można było odnieść wrażenie, że panowie troszkę czują się zagubieni. Bydgoszczanie przywieźli z sobą zastępstwo na stanowisko perkusji co też miało wpływ na jakoś ich występu. Energia rozpierała człowieka i w pewnych momentach grał on wręcz pierwsze skrzypce. Z kolejnymi utworami rozkręcili się coraz bardziej i tylko ograniczenie czasowe nie pozwoliło rozpostrzec w pełni skrzydeł. Było dobrze, ale wiem, że Chainsaw stać na znacznie więcej.

Azarath stanowił dla mnie ciekawostkę. Dużo o nich słyszałem, czytałem, ale nigdy nie miałem okazji styczności z ich muzyką, a tym bardziej na żywo. Moja ciekawość została zaspokojona. Nie wątpię, że zespół ma ambicje być największym pupilkiem szatana, ale takich podlizywaczy jest wielu i tylko rogaty wie kogo wybierze. Jeśli ode mnie by to zależało to pochwaliłbym za ekspresję i determinację. Przyszło mi jeszcze do głowy pytanie – czy aby przypadkiem szatanowi nie miesza się już w głowie o tej ekstremy za wszelką cenę. Nie będę pytał osobiście, jeśli ktoś by jednak znał odpowiedź to proszę o kontakt.

Skoro już tak po tym piekle jeździmy to gdybym był ja miał wybrać muzykę dla pana ciemności na pewno wziąłbym pod uwagę kolejny zespół – Corruption. Ileż w tym siary. Może komuś nie podobać się to, że chłopaki mieszają ją z piachem, ale daje to specyficzną mieszankę, którą wypuszczona przez gejzery głośników obezwładnia zebrany pod sceną tłum czyniąc z niego skorumpowaną załogę odpowiadającą na każde słowo i gest wokalisty Rufusa. Z zrozumiałych względów krótki, ale niezwykle energetyczny występ. Nie mam złudzeń, że rogatemu też przypadłyby do gustu takie melodie i riffy.
Lost Soul nie zdążyłem zobaczyć podczas wrześniowej kampanii Blitzkrieg 3 ze względu na wczesny czas ich występu. Była więc okazja posłuchać ich teraz i choć nie wiele usłyszeliśmy z bardzo dobrej płyty Chaostream to na tyle wystarczająco by stwierdzić, że ta płyta to nie przypadek, a wrocławianie to coraz sprawniejsza machina do zabijania. Własne kompozycje sprawdziły się zdecydowanie lepiej niż dwie przeróbki utworów Vadera zagrane w hołdzie Docentowi.

Kolejna kosmetyka na scenie i przed zebranym audytorium staje Dead Infection. Jeśli w muzyce można mieć jakieś ukryte zboczenia to dla mnie jest nim upodobanie do dźwięków grind core. Z przyjemnością jest zobaczyć i posłuchać od czasu do czasu takiej muzyki, a że na deskach Proximy reprezentowała go jedna z czołowych ekip tego gatunku (w skali światowej żeby było jasne) byliśmy świadkami doskonale zagranych rockendrolli. Czas koncertu w tym jedynym przypadku uważam za wręcz idealny. Zaspokoiłem żądze i nie poczułem przesytu, a wrażeń naprawdę wiele. Tym, którzy słyszeli o nich, a nie mieli okazji zobaczyć, szczerze polecam uwadze ich występy. Nie za wiele ich, więc radzę łapać każdą nadarzającą się okazje.

Hate dostał szansę przekonania mnie do siebie. Uciec nie było gdzie, wyjść nie wypadało, bo tym razem nie warszawiacy nie grali jako ostatni. Słuchałem, obserwowałem i jak stałem tak stałem. Dla mnie to jest granie dla grania. Nie wątpię, że zespół ma swój cel i drogę, którą podąża, ale podkreślę jeszcze raz: mnie nie po drodze. Muzyka musi mieć ducha i ekspresję aby porwać słuchacza.

Dowodem na powyższe słowa był kolejny zespół – Ceti. Czy komuś jeszcze trzeba pisać kim jest Grzegorz Kupczyk? Ten człowiek to żywioł. Nie podważalny dowód, że nie trzeba emanować ekstremą zupełną aby zdobyć uznanie zebranej publiczności, składającej się z miłośników wszelkich odmian metalu. Znów czas minął nie ubłaganie. Zaledwie cztery kompozycje, ale i tak należą się gromkie brawa za zaangażowanie jakie włożyli w swój występ.

Ostatnim wykonawcą chyba jednak nie mógł być żaden inny. Z grupą Vader Docent związany był przez wiele lat. Był współtwórcą jej stylu i brzmienia. Peter, Mauser, Novy oraz Daray zaprezentowali utwory ze wszystkich płyt pod, którymi podpisał się również Krzysztof Doc Raczkowski, a finałem było złożenie hołdu zarówno wielkiemu muzykowi jak również całej muzyce ekstremalnej, której poświęcił się także Docent. Raining Blood grupy Slayer, której muzycy też z pewnością znali Doc’a.

I to był koniec. Koniec czegoś czego mogło nie być. Było. I tak sobie myślę, że każdy muzyk nie tylko chciałby, żeby grali jego utwory po śmierci, ale z pewnością jest (gdziekolwiek jest) dumny, że wszystko co zrobił pozostanie na zawsze w ludziach. Tu tkwi siła muzyki i piękno w byciu muzykiem. Pamiętamy o Tobie Krzysztof!
___
Tekst z 2005