Mikser tradycji

Zmieniają się tradycje. Pokoleniowa zmiana smakołyków świątecznych, za które dane pokolenia nie raz oddałyby swoje cenne prezenty. Czegoś nie lubiliśmy na wigilijnym stole?
Szedł barszcz, kapusta z grochem, przewinął się sos grzybowy z kartoflami i zaczynał się smakowy raj. Pierogi wiadomo o każdej porze dnia i nocy. Karp rarytas jednego dnia i na koniec apogeum wieczoru – makówki, kutie. Do dziś zostało mi, że jestem w stanie pochłonąć wszystko co ma bakalie. Tegoroczny hit absolutny to pleśniak!
Uklęknąłem i pokłoniłem się przed Twórczynią tego dzieła. Wyborne wywarzenie słodkości. Narażam się wiernym, ale co tam – niebo jest w gębie! Herezja? Za każdym razem gdy jem kolejnym kawałek wykopuje wrota w tej słynnej bramie doprowadzając tym niejakiego Piotra do ukrywanej walki wewnętrznej, by nie zrobić coś przeciw zasadom miłosierdzia. Zjadam kolejny i następny kęs. Za każdym razem jest tego tyle bym nie doszedł do tronu głównego. Fajnie jest mieć niedosyt i chcieć jeszcze.
Szczęśliwie, wspomniane bakalie nie są żadnym hitem wśród najmłodszych pokoleń. Z racji tego nie ma konieczności ukrywania pokątnie kolejnych kawałków ciasta. Nie wspominając już o słodkościach z dodatkiem maku. Ten również stracił na swej popularności.
Zatem fajnie, jest więcej dla nas. Gorzej gdy myśli się, że to naszym zadaniem jest podtrzymać tradycję. Wychodzi to tak, że podstawowe potrawy każdego roku niezmienione w swych smakach i kolejności podawania, są na stole, ale coraz więcej zostaje ich na jutro, pojutrze. Dobrze, że nie przejadają się tak jak zwykliśmy robić to my. Jednak potrafiło się napchać brzuchy i niecierpliwie wyczekiwać prezentów.
Upominki to kolejna wymiana kart tradycji. Za tym kryje się jednak wiele różnych aspektów, w która można wciągnąć nawet sprawy gospodarki i sytuacji ekonomiczno politycznej kraju. Zostawmy to więc.
Jest nowe, inne. Mieliśmy swoje dni, które pewnie nasi rodzice, ciocie i wujkowie postrzegali w zupełnie odmienny sposób. Dziś wspominamy jak było gdy byliśmy mali. Dziś oni są mali. Będą mieli swoje opowieści. My coś dopowiemy od siebie. Wymianą zdań zostaniemy zagłuszeni. Największą radością zostanie to co najcenniejsze – sama obecność, możliwość obchodzenia i spędzania wspólnie świąt Rodziny.