Koncert: Kult – 15.10.2004, Katowice, Spodek


Który to już raz Kult gra w Spodku swój własny koncert? Który to już raz płyta hali pęka w szwach? Nie ważne, grunt, że w kolejną zimną i ponurą jesień Kazik z kompanami odwiedza tą ponurą na co dzień krainę. Nie od dziś widzi się na koncertach tego zespołu publiczność przeróżnych subkultur i zainteresowań. Spory sznurek ustawiony w kolejce po koszulki z napisem Kult. Wszyscy oni połączeni jednym celu na najbliższe dwie i pół godziny. Celem tym wspólna zabawa przy dźwiękach, światłach i telebimie.

Kwadrans po dziewiętnastej zaczyna się spektakl, setki gardeł wyśpiewuje kolejne zwrotki i refren Baranka. Zaraz po nim Grzesznik i tak już do końca kultowy hit za hitem. Wszystko przyozdobione świetną grą świateł. Na wielkim telebimie animację oraz krótkie formy filmowe rodem z Polskiej Kroniki Filmowej nawiązującymi bezpośrednio do tekstów Kazika. Mamy więc plakaty propagandowe, funkcjonariuszy ZOMO w Paradzie Wspomnień, czy wywołujące nie małe poruszenie wśród publiczności strip tease rodem z lat 50-60tych w Celinie. Wszystko to jednak jest zaledwie tłem dla muzyki. Ta odgrywana jest jak najlepiej. Nie przechodzą u Kazika żadne odwałki. Z Celiną zespół ruszał dwa razy, ponoć basista wszedł nie w tą tonację co trzeba, on zaparcie twierdził jednak, że to wina Kazika. Ten wobec siebie samego też surowy, kiedy coś pomylił (głównie tekst) potrafił pomiędzy linijkami umieścić Przepraszam. Te jednak drobne wpadki dodają całości raczej uroku niż zniesmaczenia. W końcu to rock i nie wszystko musi pasować i grać na styk
Po dobrych dwóch godzinach zespół żegna się z publicznością. Ta jednak nie puszcza tak łatwo zespołu. Pojawiają się ponownie, jest Polska, Przemówienie Z Dnia Siódmego, Krew Boga. I jak tu nie być zadowolonym? Myślę, że i zespół się nie zawiódł. Publiczność bawiąca się na Kultach przypomina mi bardzo tą z koncertów Iron Maiden. Chóralne śpiewy, las klaszczących rąk, falujące podskoki. Doprawdy robi to ogromne wrażenie gdy spojrzy się na to z boku. Koło konsoli można było zauważyć kamerę, może Kult wyda koncertowe DVD? Byłoby co oglądać i wspominać.
I tak grubo po 22ej zakończył się kultowy show. Kult nie rozpieszcza okolic Śląska częstymi koncertami. Kiedy jednak już zagości daje popis swoich możliwości. Dla tych, którzy Kult mają okazję widzieć tylko w Katowicach tak długi koncert jest nie złą rekompensatą. Rzecz jasna ktoś może czuć nie dosyt, jeśli jednak o mnie chodzi, czuję się usatysfakcjonowany w 100%. Nie zabrakło niczego co chciałbym usłyszeć (no, może z wyjątkiem Z Archiwum Polskiego Jazzu). Czy mam dość? Póki co chyba tak, choć pewnie do następnej nadarzającej się okazji.
2004