Koncert: Coma, Normalsi – 13.04.2007, Zabrze, CK Wiatrak


Wydaje się, że grupę Coma lubią wszyscy. Branża klepie po pleckach, dobra robota Panowie, a publiczność zapełnia szczelnie sale. Jak nie wchodzi tłum od razu, to na drugi dzień ma okazję poprawić. Tak było właśnie w zabrzańskim Wiatraku, gdzie dzień po dniu stawił się komplet publiczności. Gościłem na pierwszym z koncertów i poniższa rzecz będzie się tyczyć tego właśnie wieczoru.

Na początek w roli supportu wystąpiła grupa Normalsi. Zupełnie nieznany mi zespół przyciągnął jednak nie tylko moją uwagę. Trudno było pozbyć się złudzenia, że jest się gdzieś w Seatle. Panowie, szczególnie wokalista oddaje sobą ducha tamtych czasów. Z drugiej strony nachodziły mnie skojarzenia z tyskim Cree. Podobna maniera, a przez polskie teksty, równie silne skojarzenia z Dżemem. W przeciwieństwie do grupy Sebastiana Riedla Normalsi potrafią zagrać i nie zanudzić. Co ważne kompozycje, że wymienię Juda, Nie ma mowy, Do stracenia, pozostają w głowie. Dobre wrażenie pozostawione. Świetna robota rozgrzewacza. Panowie żegnają się przy pisku młodej żeńskiej latorośli i ustępują miejsca gwieździe wieczoru.
Coma dwie płyty ich miejsce ich czas. Od razu napiszę o doskonałym brzmieniu. Kompozycje zagrane dużo ciężej niż na płytach. Były momenty, w których wydawało się, że gra Sepultura, brakowało tylko dwóch stóp na bębnach i większego obycia z perkusisty. Czadowo jednak było. Atmosfera nieustannie nakręcana, hit za hitem i ciągle do przodu, od samego początku. Publiczność mocno podkręcona do zabawy nie spuszczała z tonu nawet przez chwile. Czego zabrakło? Chyba jedynie Listopada. Improwizacyjne bisy, szał ciał i zabawa do utraty tchu.
Nie odczułem zbytnio zmanierowania ze strony muzyków, o którym mówi się powszechnie. W końcu oni też są tylko ludźmi i mają swoje lepsze lub gorsze dni. Tego wieczoru w CK Wiatraku zdecydowanie panował dobry humor.
___
Tekst z 2007