Koncert: Artrosis – 23.02.2007, Zabrze, CK Wiatrak


Zdziwiłem się trochę kiedy po wejściu do klubu okazało się, że zespół z taką renomą na polskiej scenie zagra na małej scenie klubu. Widać albo pora nie ta, albo przeminęła kolejna moda. Widać chyba jeszcze tylko wspólne trasy Closterkeller, Moonlight i Artorsis potrafią przyciągnąc większą publiczność.
Kiedy konfiguracja się zmienia lub któraś z wymienionych grup występuje solo z frekwencją może być różnie. To jednak mało znacząca uwaga dla zebranych tego wieczoru w zabrzańskim Wiatraku. Kto zrobił wszystko aby przybyć z pewnością nie żałował. Również ja, choć bez bicia przyznaje, że z twórczością Artrosis miałem naprawdę mało do czynienia. Ignorancji jednak nie mogę zarzucić choćby przez fakt, że z uwagą obserwowałem ich każdy ruch na rynku. Dość jednak tłumaczenia się. Oprócz Medeah magnesem przyciągającym pod scenę jest charyzmatyczna postać basisty Rema, lidera łódzkiego Sacriversum, a od dłuższego udzielającego się również w tej ekipie. Porównań nie mam, zatem ze zwykłą ciekawością podszedłem do tego co działo się na scenie. A działo się i to nie tylko na niej. Z pewnością duża sala obnażyła by pustki, natomiast mała salka została w pełni zapełniona co w dużej mierze podniosło atmosferę koncertu i wytworzyło dobry klimat oraz relację na linii zespół publiczność. Między kolejnymi utworami żartobliwe rozmówki, śmiech, a kiedy z głośników zaczęły płynąć dźwięki zabawa stosowna do atmosfery.
Nie da się ukryć, że zespół cieszy się byciem na scenie, wpsólnym graniem. Żywiołowe reakcje Rema powodują, że ani przez chwilę nie było mowy w popadanie w smutną pompatyczność. Czy to się podoba bardziej ortodoksyjnym fanom czy nie, muzyka niosła radość i nad wyraz pozytywną energię. Nie oczekiwałem i nie spodziewałem się niczego, tym samym wyszedłem zadowolony z klubu z przekonaniem, że warto było być tego wieczoru w Wiatraku.
___
Tekst z 2007