Ewelina Flinta


Przeznaczenie (2003, Sony BMG)
Pierwsza edycja Idola. Rozgłos robi się w okół czterech osób. Alicja Janosz, Ewelina Flinta, Szymon Wydra oraz Tomasz Makowiecki. Wszyscy udaje się wydać debiutancką płytę. Ostatnia z nich jest płytą Eweliny. O ile na zwycięż czynię tego konkursu nie warto było zwracać uwagę, a płyty obu panów okazały się kompletną klapą artystyczną. Nadzieja pozostała w pani Flincie. Uczestniczka Przystanków Woodstock, kojarząca się z klimatami pokroju Janis Joplin. Dostała ogromny kredyt zaufania. Pojawiła się w Żarach w 2002 roku, okrzykiwana idolem. Płyta Przeznaczenie na rynku i oto stajemy przed faktem dokonanym. Nie rzuciłem się na drzwi sklepu muzycznego biegnąc pędem do półki na której stał ten krążek. Czekałem na okazję. Wiadomym było, że wcześniej czy później będę ją miał. Oczywiście wcześniej nie dało się uciec przed dwoma lansowanymi już hitami. Sprawiały mieszane uczucia. Konfrontacja z całym krążkiem nie zmieniła tego faktu. Niestety. Gdyby płyta ta ukazała się w latach ’80tych rzuciło by się do księgarń jakiś spory nakład, artystka pojawiła by się na kilku imprezach i sprawa załatwiona. Dlaczego nawiązuje do lat osiemdziesiątych? Bo płyta Eweliny Flinty kojarzy mi się z takimi produkcjami pokroju Klincz, a patrząc jeszcze wstecz – Bank. Niby to rockowe, ale zrobione z klimatem polskiego profesjonalizmu rockowego lat ’80tych właśnie. Płytka, płaska, bez klimatu, jałowa, nudna. Nie ratuje jej nawet fakt iż większość repertuaru to utwory sprawdzone, wykonywane wcześniej przez innych wykonawców. Niestety kower też trzeba umieć zrobić (odsyłam tu artystkę do takich mistrzów jak Acid Drinkers, czy choćby Kazik i jego California Über Alles!).
Zatem rozczarowała ostatni nadzieje pierwszej edycji. Nie wspominam już nawet o frontowej okładce z logiem radia. Myślałem, że chociaż kobieta to przynajmniej ona pokaże pazury. Przeszłość wyraźnie na to wskazywała. Zamiast tego mamy kolejną gwiazdeczkę wytwórni, którą spotkać będzie można na darmowych festynach organizowanych po wszechczasy. Czy tego chciała? Czy robi to co chce? Jeśli tak to widać się myliłem co do jej osoby. Zdarza się.
Etap pierwszej edycji zamknięty. Czas na drugi, który reprezentuje tylko jeden człowiek – Krzysztof Zalewski. Czy będzie przysłowiowe jebnięcie czy okaże się iż całe to poszukiwanie idola mass jest o dupę rozbić? Pożyjemy, posłuchamy.
___
Tekst z 2003