Art Spiegelman – Maus. Opowieść ocalałego

I – Mój ojciec krwawi historią
II – I tu się zaczęły moje kłopoty

Dowiedziałem się o Mausie z recenzji.
Zanim zdecydowałem się nabyć pierwszą część na rynku była już druga, a wraz z nią zacząłem zauważać nie tylko recenzje, ale informacje, że ktoś poniósł protest przeciwko wydaniu Mausa w naszym kraju, że ktoś zorganizował demonstrację gdzieś tam, a to jakaś petycja. Nie zła reklama? Może i tak, ale jakoś na mnie tego typu propaganda nie działa. Przypominało mi to trochę zamieszanie wokół koncertu Marylin Mansona na piastowskiej ziemi. Tak na marginesie gdyby nie robiono tyle szumu, to nie byłoby kompletu na Torwarze, a tak tylko organizator dobrze na tym wyszedł, no i paru karierowiczów, którzy narobili zamieszania a teraz płaszczą się na stołkach sprawując władzę ustawodawczą tudzież wykonawczą. Ja na koncercie nie byłem, choć pana MM uważam za biznesmena najwyższej klasy (znakomity biznes plan ta prowokacja, co nie?). Powróćmy jednak do opisywanego komiksu, który także dzięki dobrej reklamie z pewnością zdobył większe grono czytelników. Mnie jednak bardzie zachęciło to, że autor otrzymał Nagrodę Pulitzera w 1992 właśnie za Mausa. Przyporządkowując poszczególnym narodom dany gatunek zwierząt (m.in. Żydzi – myszy, Polacy – świnie, Niemcy – koty) autor oddał charakter każdej narodowości. Czy udany to dobór? To już pozostawiam własnej opinii każdego czytającego. Fabułą komiksu jest opowieść ojca Spiegelmana o jego życiu przed i w czasie II wojny światowej. Zamieszkując na południu Polski wspomina holocaust jaki przeżył wraz z rodziną. Zachęcam do obiektywnej lektury, która myślę skłoni Was do interesujących przemyśleń. Wracając jeszcze na moment do wykorzystania zwierząt, przypomina mi to, znakomitą według mnie, książkę pt. Folwark zwierzęcy, którą powinno się wręczać każdemu wybranemu politykowi, radnemu i innym, którym wydaje się, że teraz to oni nam pokażą. Do pakietu można dołożyć dwu częściowego Mausa – jakim cię widzą takim cię piszą.
2002