Wiosenny Vivaldi

Mając naście lat człowiek zna hasła Chopin, Bach, Beethoven, Mozart, Vivaldi. Podanie jakiś konkretnych kompozycji nie jest już takie proste. Chopin kojarzył mi się raczej z wódką czystą. Kojarzyłem motyw Stworzenia świata z Bachem, dziewiątą symfonię z Beethovenem, Marsz żałobny z Mozartem oraz Cztery Pory Roku z Vivaldim. Na ówczesny czas to ostatnie dzieło przypadło mi najbardziej do gustu. Wracałem do niego często. Muzyka klasyczna towarzyszyła mi najczęściej przy lekturze książek, jako dźwiękowe tło.
Poszerzając swoją wiedzę na temat rozwoju maleństwa w brzuszku swojej mamy spotkałem się z zagadnieniem rozpoznawania dźwięków. Mały Jegomość zaczyna nie tylko rozpoznawać barwy ludzkich głosów, ale również inne otaczające go dźwięki, w tym również muzykę. Z pomocą symulatorów można posłuchać co słyszy taki mały Skarb. Stłumione dźwięki z rytmem tętna i bijących serduszek (Jego i Mamy). Takie przykłady oparte były o muzykę klasyczną. Będąc w salonie muzycznym przypomniałem sobie o całej tej prezentacji. Szybko znalazłem się przy odpowiedniej półce.
Miłe są te poranki gdy pierwsze dźwięki La Primavery otwierają rozespane oczy. Ta muzyka płynie, bez nachalności dźwięków, każda nuta na swoim miejscu. Choć znam ją od prawie dwudziestu lat każde jej przesłuchanie wydaje się czymś świeżym i równie emocjonującym. To ja. Obserwując zaś zachowanie Maleństwa to wygląda raczej na ziewające obracanie się na bok niż poruszenie oznaczające zachwyt. Jeszcze w niejedną porę roku posłuchamy sobie dzieła Vivaldiego.
___
Płyta Vivaldi: The Four Seansons, 3 concertos: Michel Shwalbé, Berliner Philharmoniker, Herbert Von Karajan (Polydor, 1972);