Książka Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka. Cezary Łazarewicz

Książka Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka swą formą wciąga, od początku do końca. Nie ma chwili znużenia. Nic dziwnego, że to reporterskie dzieło nominowano do nagrody literackiej NIKE.

Temat czekał długo na swoją publikację, zebranie faktów, zdarzeń i wniosków, nienachalnych, obiektywnych. Cezary Łazarewicz otwarł mi oczy na wiele spraw. Uświadomił mi jak działa aparat władzy absolutnej. Na wiele postaci ówczesnego ustroju pozwolił spojrzeć z innej perspektywy.

Należę do pokolenia, które historii uczyło się w czasach przemian ustrojowych w kraju. Pamiętam wielkie wydarzenie jakim był Okrągły Stół. Śmierć górników kopalni Wujek, Jana Wiśniewskiego, księdza Jerzego Popiełuszki i maturzysty Grzegorza Przemyka. Fakty, które kojarzy się, wie kto jest winny tych zbrodni, ale o szczegółach już niewiele można powiedzieć.

Do chwili gdy sięgnąłem po książkę Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka, Cezarego Łazarewicza, myślałem, że Grzegorz Przemyk był zupełnie przypadkowym przechodniem, który znalazł się w złym miejscu i czasie. Z lektury dowiaduje się, że z szeregu jednego z wielu wyróżniała go matka, pisarka i działaczka solidarnościowego podziemia.

Tragedia jaka spotkała Barbarę Sadowskiej, w związku tragiczną śmiercią syna, nie mogła przejść bez echa. Ówczesny reżim postanowił sobie za cel nie dopuścić do oczywistego wyroku.

O ilu podobnych tragediach świat nawet się nie dowiedział, a całe nieszczęście pozostało w czterech ścianach domowych ognisk? Grzegorz Przemyk jest więc symbolem niesprawiedliwości ustroju totalitarnego.

Postkomunistyczny ustrój nigdy nie rozliczył tych, którzy w latach osiemdziesiątych kierowali aparatem władzy, stali na jego czele. Książka Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka rzuca nowe światło na nieżyjącego Wojciecha J. czy Mieczysława K. Do tej pory pytałem się w duchu, po co rozgrzebywać stare rany.

Żony górników zabitych na kopalni Wujek w Katowicach w niejednym reportażu ukazane zostały jako te pogodzone z losem, które ułożyły sobie życie na nowo. Do czego służyć miały wznawiane procesy, odwołania od wyroków? Do zrobienia kariery politycznej? Utwierdzałem się w takim przekonaniu.

Cezary Łazarewicz rzuca na komunistyczne zbrodnie inne światło, pozwalając zmienić zdanie i utwierdzić się w przekonaniu, że tak jak faszystowscy ludobójcy wciąż są ścigani i osądzani na świecie (choć naturalna śmierć sama się po nich upomina). Tak nadużycie władcy prowadzące do śmierci niewinnych ludzi powinno być rozliczane w sposób jednoznaczny.

Szereg refleksji ciśnie się do głowy w czasie i po lekturze Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka Jedną z nich jest uznanie za błąd społeczny dopuszczenie do władzy absolutnej jednego ugrupowania. Niezależnie od głoszonych przez nią idei, ludzie tracą samokontrolę stwarzając zagrożenie dla wolności jednostek.

Barbara Sadowska za wszelką cenę nie dopuściła aby jej syna odwieziono do szpitala psychiatrycznego. Bała się o niego. Jak niewiele się zmieniło gdy uświadomimy sobie, że przy użyciu środków farmaceutycznych ktoś na polecenie kogoś innego może odmienić ludzki los.

Refleksje daleko idące. Można odłączyć umysł od nich i przeczytać książkę Cezarego Łazarewicza jako zapis historii współczesnej. Opis wydarzeń, anegdot i zdarzeń, które w konsekwencji doprowadziły sprawę do finału. Czy to już na pewno koniec?

Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka podsumowuje etap, w którym znalazła się sprawa Grzegorza Przemyka dziś. Robi to na tyle doskonale, że powinna stać się lekturą dla uczniów szkół średnich. Zobrazowałaby im czasy nie tak odległe, przestrzegając przed brakiem demokracji, sprawiedliwości i wolności obywatelskiej.
___
Książka Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka, autor Cezary Łazarewicz, Wydawnictwo Czarne, Sękowa 2017