Filmowe wstawki życiowe

Swego czasu chciałem pójść do kina na Ile waży koń trojański? Szum medialny robił swoje. Ucichł i teraz można zabrać z półki w wypożyczalni do domowego odtwarzacza. Nie pierwszy raz przekonuje się o tym, że film produkcji polskiej wystarczy obejrzeć w domowym zaciszu. Z możliwością wciśnięcia pauzy, wyjścia i robienia rzeczy znacznie przyjemniejszych niż półtoragodzinna męczarnia przed ekranem. Oczywiście, że z kina również można wyjść. Do wszystkiego można wrócić po czasie. Wniosków większych nie będzie. Widziałem podobne filmy tego typu, od skojarzeń Good Bye! Lenin po najprostsze Powroty do przyszłości. Chyba nie powie mi ktoś, że czyimś zamiarem był artyzm, że zgodnie z polskim kompleksem pojawiły się nazwiska Kieślowskiego, czy Wajdy? Nie, to najzwyklejsza fabuła oparta na twarzach ekranu (z tu i teraz) i kilku zabawnych tekstach.
Kolejny obejrzany obraz to Nie zadzieraj z fryzjerem. Zabrany z wypożyczalni z myślą o romantycznej komedii. Tym czasem mamy tu do czynienia z zabawnie wkomponowanym w komediowe realia konfliktem izraelsko palestyńskim. Jeśli coś mogę doradzić to nie siadaj do projekcji tego obrazu bez dobrego humoru. Film odbiera się jako kolejną głupią komedię produkcji USA. Oglądać tylko w momencie kiedy humor naprawdę dopisuje. Bez filozofii.
Znacznie ciekawiej przedstawia się historia reżysera z Kazachstanu, który wyrusza na poznawanie obyczajowości Stanów Zjednoczonych. Film pt. Borat potrafi sprowokować widzów do dyskusji. Pomimo wielu zabawnych scen nasuwa się refleksja kto tak naprawdę mieszka w bardziej ześwirowanym świecie. W prosty sposób możemy zobaczyć, że świat pomimo pełzającej globalizacji i prób uplastycznienia kultury wciąż pozostaje odmienny w różnych jego zakątkach. Szokujące, nie raz śmieszne, obyczaje dla innych wydają się normalnością. Obraz warty zobaczenia.
Czy zawartość czasowa jednego krążka DVD potrafi pomieścić historię muzyki metalowej? Myślę, że każdy biorąc się za taki temat miałby własną wizję i pomysł. Sam Dunn stworzył własny dokument pt. Metal, który odbił się echem w światku muzycznym. Myślę, że w głównej mierze za sprawą unikatowości. W trakcie projekcji nie sposób się uśmiechnąć, szczególnie gdy przed kamerą pojawiają się postacie skandynawskiej sceny black metalu – muzycy Mayhem czy Gorgoroth. Ten stan powagi w ich wykonaniu jest po prostu przezabawny. Ciężko jest w jednej pigułce oddać wszystko. Inną sprawą jest czas, który dopisuje każdego dnia kolejną część tej historii. Może Sam pokusi się o kontynuacje tej ciekawostki? Film będący swoistego rodzaju uzupełnieniem tego co siedzi w każdym miłośniku muzyki ekstremalnej.
Żeby nie być posądzonym jedynie o przesiadywanie przed rodzinnym szklanym ołtarzem wspomnę na koniec o miernej trójce Epoki Lodowcowej. Podobnie jak trzecia część Shreka broni się zdecydowanie lepiej od dwójki. Jednak brakuje jej wiele do pierwszej części. Cóż taki los kolejnych epizodów (Stars Wars jest wyjątkiem potwierdzającym regułę).
Nie pamiętam kiedy obejrzałem film, który wciągnąłby mnie w całości, swoją fabułą, akcją, dialogami. W przeważającej mierze wszystkie ostatnie produkcie sprowadzają się do kilku śmiesznych kwestii. Chyba, że tak wyglądać ma obecna sztuka filmowa? Żywię nadzieje, że to tylko kryzys twórczy, z którego powstanie coś na miarę doskonałego Batman The Dark Knight.