Festiwalowa żenada

Wieczory w długi czerwcowy weekend spędzone przed telewizorem, z jedynką i opolskim festiwalem. Dziś, dzień po zakończeniu tej imprezy dowiaduje się, że był to najchętniej oglądany program ostatnich dni. Jeśli to jest miarą sukcesu pana Romana Rogowieckiego, dyrektora artystycznego tegorocznej edycji festiwalu to tylko pogratulować. Również za zwiększenie wpływów do kasy państwa zwiększonych wpływów ze sprzedaży alkoholu. Bowiem inaczej się oglądać nie dało. Szczęście wielkie, że zrobiliśmy odpowiednie zakupy przed wyjazdem do urokliwego Ponikiewu pod Wadowicami. Jednak po emisji Superpremier oraz Superdebiutów zapadła zgodna decyzja o zakupie napoi o wyższym oprocentowaniu na kolejny wieczór.
Kabaret w założeniu swoim ma celu rozbawienie widza. Nim jednak pośmialiśmy się z Kabaretu Moralnego Niepokoju czy Neonówki w dobry humor wprawiły nas Superjedynki.
Trzeci dzień oglądany był już na domowym odbiorniku, tak zwanie mimo chodem, bo niezrozumiały był dla mnie sens tych całych superdebiutów. W zasadzie nieważne, poziomem żenady sięgnięto dna by nie powiedzieć dosłownie fundamentów. Jeśli ktoś się jeszcze zastanawiał czy to dobrze, że opolski amfiteatr idzie do rozbiórki to po tych trzech dniach nie powinien mieć żadnych wątpliwości.
 
By wszystko było jasne wspomnę, że abonamentowa porażka nie była żadną atrakcją. We wspomnianym Ponikiewie mieszczą się przytulne domki na terenie ładnie utrzymanego ośrodka wypoczynkowego. Stąd niedaleko do Parku Miniatur w Inwałdzie oraz DinoZatorLand w Zatorze. Przy okazji można zwiedzić niewielki rynek w Wadowicach.
Wszystko to napawa optymizmem. Raz, że nie widać w obu miejscach objawów kryzysu. Dowodem obecność tłumów, które z jednej strony może i przeszkadzają, a z drugiej czy to nie fajne, że ludzie nie zamykają się, szczególnie swoje pociechy, w czterech ścianach? Drugi sprawa to brawa dla pomysłodawców, inwestorów. Widać w obu miejscach, że to jeszcze nie koniec, że wszystko w fazie ciągłego rozwoju. Dzięki czyjeś inwencji Inwałd i Zator stały się miejscami słynnymi, uzupełniając wyjazd do Wadowic i rekompensując niezbyt dobre kremówki (taki traf, i absolutnie nie neguje ich słynnej przeszłości).